Konserwanty. Fakty o których nie wiedzieliście.

Adriana Krynicka - 5 stycznia 2016
konserwanty-fakty-i-mity

Konserwanty to najbardziej znienawidzona grupa produktów w kosmetykach. Taką zła opinię o nich szerzą w internecie ludzie, którzy nie wiedzą o konserwantach i ich roli w kosmetykach zupełnie nic i wolą wierzyć, że są one „rakotwórcze” „toksyczne” „trujące”. A tymczasem, nie posiadają żadnych z wymienionych wcześniej cech, co więcej chronią kosmetyk i posiadacza produktu przed groźnymi, chorobotwórczymi drobnoustrojami, które czają się, aby wtargnąć na naszą skórę i niezauważenie ją skolonizować.

 

W powietrzu lata mnóstwo chorobotwórczych mikroorganizmów, które dla zdrowego człowieka nie są niebezpieczne, dlaczego więc w kremie miały by zaszkodzić? Już odpowiadam Ci na to pytanie. Ponieważ do stworzenia większości kosmetyków potrzebna jest woda. Ona właśnie jest doskonała pożywka dla bakterii,pleśni, drożdzy i grzybów- one ją wprost uwielbiają!

Ale to nie wszystko te cwane mikroorganizmy uwielbiają też wiele innych składników kosmetycznych jak np: wyciągi roślinne, proteiny i składniki lipidowe, które tak kocha nasza skóra. Co zatem zrobić? Stworzyć formułę opartą na tłuszczowych składnikach? To napewno pomoże, ale nie zniweluje ryzyka wtargnięcia „obcego” do naszego kosmetyku.

Prostrzym i bezpieczniejszym rozwiązaniem jest użycie przebadanych konserwantów, które w znacznym stopniu obniżają ryzyko tego procederu. Co znaczy, że w naszym np. kremie lub innym produkcie kosmetycznym „spada przestępczość zorganizowana” ;) czyli mogą się w kosmetyku znaleść pojedyncze mikroorganizmy, ale nie są one w stanie wywołać u człowieka choroby.

Oczywiście są mikroorganizmy, których nawet najmniejsza dawka w produkcie kosmetycznym powoduje dyskwalifikację kosmetyku  i nie wypuszczeniu go na rynek. Inaczej wyglądałaby sytuacja gdyby konserwantu tam nie było. Pleśń na przykład potrafi rozwiną się w kosmetyku bez konserwantu w 8 godzin, bleee!

W kosmetykach nie stosuje się konserwantów „ile dusza zapragnie” każda substancja konserwująca ma własne stężenie, w którym może być użyta w kosmetyku. Jej zawartość nie może być przekroczona, nie jest ona także szkodliwa dla człowieka, wbrew obiegowej opinii. Co więcej kosmetyki z konserwantami mogą być używane przez kobiety w ciąży i w czasie laktacji, nie wpływa to negatywnie na mleko kobiety ani na rozwój dziecka. Oczywiście osoby uczulone na dany konserwant lub inny składnik kosmetyku nie powinny go stosować.

Lista substancji która jest dopuszczona do stosowania w kosmetykach jest zawarta w Rozporządzeniu Ministra zdrowia z dnia 30 marca 2005 roku. Zanim jednak konserwant znajdzie się na tej liście podlega on ocenie przez Komitet Naukowy ds.Bezpieczeństwa Konsumentów w Komisji Europejskiej. Gdy kosmetyk zawiera jakiś z niedozwolony do stosowania konserwantów lub jego dawka jest w produkcie za duża nie zostaje on wypuszczony na rynek kosmetyczny. Do najczęściej stosowanych konserwantów należą m.in.: fenoksyetanol (INCI: Phenoxyetahnol), parabeny (INCI: Methylparaben, Ethylparaben, Propylparaben, Butylparaben), 2–bromo–2–nitropropan–1,3-diol, pochodne mocznika (INCI: Imidazolidinyl urea), DMDM-hydantoin.

Często w kosmetykach stosuje się mieszankę kilku konserwantów. Nie po to, aby zabić nabywce kremu ;) ale po to by bardziej go chronić. Kilka konserwantów w jednym kosmetyki?! Pewnie o tym nie wiedzieliście, co? No pewnie przecież w kółko trąbi się o parabenach w kosmetykach, reszta konserwantów poszła w zapomnienie. Parabeny, notabene najbardziej przebadana, bezpieczna i najbardziej znienawidzona grupa konserwantów, ale o tym w  następnym wpisie.

Ale wracając do tematu. W kosmetykach często stosuje się mieszanki, aby produkt kosmetyczny był lepiej chroniony. To tak jak z kupowaniem maści na grzybicę chroni tylko przed grzybami ale nie przed bakteriami na to trzeba zakupić sobie np. antybiotyk. Tak samo jest w kosmetykach, każdy konserwant ma inne spektrum działania. Jeden lepiej lepiej  działa na grzyby, drugi na bakterie a trzeci na pleśnie.

W kosmetykach nie tylko konserwanty mogą chronić Twój krem, balsam itp. Do produktów wspomagających konserwację kosmetyków należą  także ekstrakty roślinne, naturalne olejki eteryczne, kompozycje zapachowe, niektóre glikole, substancje powierzchniowo czynne. Dlatego niektóre kosmetyki nie potrzebują tylu konserwantów co inne.

Podsumowując, konserwanty to nie diabeł w czystej postaci. To produkty kosmetyczne, które chronią kosmetyk przez rozwijaniem się w nim groźnych dla zdrowia mikroogranizmów. Ich dawki są tak małe, że nie szkodzą zdrowiu. Konserwanty są tez używane w żywności, aby zabezpieczyć ją prze procesami rozkładu. Jeśli jesz konserwanty i żyjesz to w kremie tym bardziej nic ci nie grozi.

Już wkrótce rozprawię się z mitami dotyczącymi Parabenów, czekajcie :)

ada podpis mały

  • Oo! Nie wiedziałam że to tak wygląda. Czekam na wpis o parabenach ;)

  • Cenne jest to co napisałaś bo daje nam popatrzeć świeżym okiem na nagonkę strachu przed chemią. Ale zamiast się jej bać lepiej być sprytniejszym i dowiadywać się coś więcej o naturalnych alternatywach, samodzielnym robieniu kosmetyków czy nawet o producentach naszych ulubionych produktów. Ja sama chemikiem nie jestem więc wyszłam z założenia, że kosmetyki ograniczam, kupuję jak najprostsze (np olej migdałowy do ciała, do demakijażu i na buźki dla dzieci). Woda różana jako tonik i..do ciasta.Jeśli już wybieram kosmetyki w pełnej wersji (kremy, balsamy) to wolę eko bo stosowane tam konserwanty są przynajmniej naturalne. Wiem też, że wielu takim eko firmom w równym stopniu zaleźy na naturalności i środowisku co na sprzedaży. Wiadomo, że wiele producentów jedzie na modzie na eko albo robią greenwashing ale na pewno warto poznać fimę, której kosmetyki się kupuje a nie lecieć na obietnice na opakowaniu:)

    • Oczywiście zgadzam się z tobą, pewnie że fajnie robić kosmetyki dla siebie z prostym składem. Chciałam tylko pokazać że te produkty w sklepach jeśli ktoś swoich nie robi lub nie kupuje eco to też go nie zabije :)

      • Nie no wiadomo, że nie zabije. Chodzi raczej o całościowe podejście. Wytyczne do składów są obliczane na 1 produkt na osobnika Chyba nie bierze pod uwagę ile kosmetyków używamy każdego dnia i jakie są tam stężenia różnych składników. Chodzi o to,żeby zdawać sobie z tego sprawę bo skóra to też organ i wchłania.

        • Tak wchłania, ale na szczęście nie wszystko, nasz naskórek to ciężka bariera do pokonania dla wielu substancji, wiele z nich się nie wchłania w ogóle a inne w ułamkach procentów.

  • bardzo przydatny i nie wszystkim wiadomy wpis :)

  • Dzięki za tak cenne informacje. Fajnie, że napisałaś o kobietach w ciąży i matkach karmiących – to coś dla mnie :) Czekam na kolejne tak ciekawe wpisy :)

  • Bardzo cenna lekcja.

  • Dobry wpis! Lubię eko kosmetyki o krótkim składzie, ale nie demonizuję innych składników. Jeśli coś u mnie działa to tego używam! Warto mieć świadomość co może mieć na nas zły wpływ, ale nie ma też reguły. Duża część naturalnych kosmetyków w ogóle na mnie nie działa, denerwuje mnie też trzymanie kosmetyków w lodówce…

  • Nat

    Owszem, producent ma obowiązek użyć danego konserwantu w ilości nie przekraczającej maksymalnego stężenia, ale codziennie używamy środków myjących, balsamów, kremów, toników, szamponów, odżywek itd itd. Warto wziąć to pod uwagę. Poza tym wspomniane w tekście 2–bromo–2–nitropropan–1,3-diol, Imidazolidinyl urea, DMDM-hydantoin są pochodnymi formaldehydu które w środowisku wodnym czyli w kąpieli lub w kontakcie z ciepłotą naszego ciała (a nierzadko już w opakowaniu) uwalniają wolny formaldehyd; a ten jest przecież bardzo toksyczny i to jest fakt z którym nie da się dyskutować. Phenoxyethanol jest drażniący i nie powinien być stosowany na skórze dzieci do 3 r.ż. a także podczas ciąży i laktacji. Nie są to wymysły, tylko wynik badań naukowców, polecam ten tekst: http://www.sosrodzice.pl/fenoksyetanol-powszechny-skladnik-ktory-warto-uwazac/ Firmy takie jak np. Mustela już zaczęły chwalić się na opakowaniu, że skład jest pozbawiony fenoksyetanolu.

    • Oczywiście warto wziąść to pod uwagę, tak jak również to, że nie we wszystkich kosmetykach używanych w domu są te same konserwanty. Ich ilość jak widziałaś w rozpisie Ministra Zdrowia jest minimalna. W szamponach, mydłach, płynach do mycia nie mają na tyle długiego kontaktu ze skórą, aby mogły gdziekolwiek przeniknąć do naskórka. Tak jak zresztą inne pielęgnujące sub w płynach do mycia -nie mają szansy zadziałać wiele wit w takich preparatach to tylko chwyt marketingowy. Jeśli chodzi o Phenoxyethanol to można wybierać dla siebie lub dzieci kosmetyki nie zawierających tego konserwantu. nie napisałam też że kosmetyki z konserwantami są lepsze od tych eco, bo to kwestia wyboru. Napisałam że te z konserwantami też są dla ludzi i nie warto mieć poczucia po użyciu kremu z konserwantem że się zaraz dostanie od nich raka.

  • Ja też działam w branży kosmetycznej (piąteczka!) i często zmuszona jestem tłumaczyć, że konserwanty są potrzebne. Niestety wiele z nich ma złą sławę, chociaż są akceptowane przez ECOCERT, a nawet stosowane w żywności! Aż ciężko znaleźć substancje, które są skuteczne i jednocześnie nie wzbudzają podejrzeń.

    Pozdrawiam serdecznie :)

  • Ciekawa jestem mitów o parabenach. Ostatnio o nich głośno i każdy ich unika.

  • A jeśli w żywności tez unikam? :)
    Ja już prawie nie używam takich drogeryjnych kosmetyków. Tak jak koleżanka poniżej, wolę eko kosmetyki z krótkim składem :) Wyjątkiem są niektóre lecznice kosmetyki, które muszę stosować, ale to co mogę, wybieram eko :)

    • Magda, nie napisałam że nie należy używać kosmetyków bez konserwantów, tylko to że te z konserwantami też są do stosowania dla ludzi :). Jeśli podejmujesz decyzje o używaniu eco kosmetyków czy naturalnych, to super ale nie wszystkich na nie stać, nie wszyscy je mogą używać bo też są przypadki że uczulają ( w jednym naturalnym składniku może się znaleść kilkadziesiąt różnych związków chemicznych-bo wszystko oparte jest na chemi czy tej naturalnej czy syntetycznej ,(nie pisze ze złych, ale niektórych mogą uczulać) których w kosmetykach naturalnych się nie selekcjonuje. Oczywiście wybiera się je ze specjalnych źródeł.