Depresja poporodowa. Czyli historia o samotności po urodzeniu dziecka.

Ada - 20 kwietnia 2015
depresja -poporodowa

Wstaje rano, nieumalowana, z potarganymi włosami, ONA idzie za mną. Myję zęby, maluję się, patrzę w lustro. ONA tam jest, jest i szepcze mi na ucho-„Po co to robisz przecież i tak jesteś brzydka!, Brzydka i nic nie warta!” Odwracam się do niej i patrze w jej czarne oczy i ziemistą prawie przezroczystą skórę. ONA nigdy się nie czesze, nie ubiera, nie maluje. Chodzi w postrzępionej i brudnej koszuli. Karmi się moją słabością.ŚMIEJE się, gdy ja płaczę, SZYDZI ze mnie, gdy  próbuję z NIĄ walczyć. Drwi, wyśmiewa, kaleczy duszę!

Jej słowa mnie bolą, ale dziś je ignoruje. Tym razem się udało tym razem nie uległam. Idę do kuchni, zrobię śniadanie dla dziecka i męża. Znowu przyszła i szepce „Po co to robisz, i tak ci się nie uda, nie umiesz gotować, jesteś beznadziejna!” Powoli się łamię, powoli ulegam , ale to dopiero początek dnia! nie mogę teraz się załamać. Wciągam głośno powietrze, ocieram łzę z policzka i ruszam do przodu. Wchodzę do pokoju, gdzie siedzi córka. Śmieje się do niej udając, że nic mi nie jest. Jestem z tym sama, nie chce przedstawiać JEJ rodzinie.

Wszyscy wyszli, ja zastałam sama i ONA. Posprzątam trochę-pomyślałam. ONA rozsiadła się na krześle z nogami na stole i się ze mnie śmieje „Po co to robisz?! Przecież jesteś brudasem! Nie sprzątniesz nigdy porządnie tego mieszkania, mąż i dziecko będą się za ciebie wstydzić„. Jej oczy aż czarnieją z radości i satysfakcji jak widzi, że mnie miażdży, że nade mną panuje! „No dalej, nie jesteś im potrzebna, możesz skakać z tego balkonu! i tak nikt nie będą za Tobą tęsknić! Nie liczysz się dla nich, NIKT cię nie kocha!”. Powoli się łamię,powoli odpuszczam. Wygrała, znowu wygrała! Cieszy się ! a jej głębokie zmarszczki na szarej cerze stają się bardziej widoczne. Zaciera ręce! „Już jesteś moja!” Ja płaczę, a żal mi serce na pół rozrywa i boli, tak strasznie boli!. Nie mam siły z nią walczyć, to się nigdy nie skończy!. Odejść ? czy zostać? Nie mogę tego znieść!. Ale muszę zostać dla mojej córki, dla męża…..

WYGRAŁA ! Ona znowu WYGRAŁA-a na imię jej DEPRESJA!

Wracają i córka i mąż. W samą porę, tylko oni trzymają mnie przy życiu. Widzą jak płaczę. Córeczka pochyla się nade mną i pyta. „Mamusiu dlaczego płaczesz?, sprawiłam ci jakąś przykrość?”. Córka nie rozumie, że to nie jej wina, nie rozumie co takiego zrobiła, że płaczę, nie rozumie co się stało!. „Mamo już będę grzeczna, obiecuję!”. Moje dziecko jest zakładnikiem tej zołzy- Depresji, mojej depresji, która tak na prawdę jest rodzinną tragedią. Wszystko niszczy, wszystko demoluje, rozrywa rodzinne więzi, destabilizuje relacje i zaburza bezpieczeństwo dziecka. Depresja to nie Twoja sprawa i nie Twoja choroba, to choroba którą „złapią” od Ciebie twoi najbliżsi. Przenosi się drogą uczuć i unosi w powietrzu z ust do ust. Powoduje gnicie relacji i destrukcje WSZYSTKIEGO co KOCHASZ i NISZCZY! i CIEBIE i TWOJE DZIECKO.

Mi się udało, ale nie zrobiłam tego sama. Wpadłam w depresje poporodową i dzięki moje rodzinie i specjalistom z tego wyszłam. Teraz jestem radosną, otwartą, kochającą mamą 2 córeczek. Ale dlatego, że wygnałam zołzę z domu!. Mam nadziej że na zawsze!. Jeśli masz podobny problem, nie czekaj, walcz! nie pozwól jej sobą zawładnąć.

W Polsce depresja poporodowa to jeszcze temat tabu. Oficjalnie żadna kobieta jej nie ma, nikt jej nie widział i nie wie jak wygląda. Ale prawda jest zupełnie inna. Często przynosisz ją do domu w poporodowej torbie, a rano zastajesz ją śpiącą w Twoim łóżko, jak twój cień, nie nieodzowna, cicha zabójczyni . Czasem możesz ją zagłuszyć, ale na dłuższą metę się nie da! Poproś o pomoc póki jeszcze jesteś w stanie, póki jeszcze nie odebrała ci tego co dla ciebie cenne, Twoich uczuć, Twojego rozumu i co najważniejsze Twojej rodziny.

A pomyśleć ,że moja córka mogłaby zostać bez mamy…

Ten teks został wyróżniony w cotygodniowym rankingu najlepszych wpisów rodzicielskich na stronie Mądrzy Rodzice

madrzy-rodzice-małe logo

(Visited 1 762 times, 1 visits today)
  • Bardzo dobrze, że poruszyłaś ten temat. Bardzo fajny artykuł. Wiele kobiet cierpi na depresję poporodową, ale nie chcą się do tego przyznać i nie wiem dlaczego. To żaden wstyd. Trzeba wtedy szukać pomocy i się tego nie wstydzić. Na pooczątku bardzo ważną rolę odgrywa rodzina i bliscy, którzy powinni obersować kobietę. Największe wparcie powinien oferować mąż, a jak wiadomo faceci nie rozumieją tego problemu i dla nich to nic złego się nie dzieje. Dlatego trzeba mówić o tym głośno i dużo. Jestem z Ciebie dumna, że poruszyłaś ten temat, który nie był dla Ciebie łatwy.

    • Dziękuję. Wiesz dlaczego kobiety o tym nie mówią? Bo się boją, że to oznaka słabości. Bo się boją, bo każdy babka i mama im powtarzają, że za ich czasów nie było tak łatwo jak teraz, bo się boją, że mąż powie, „co ty robisz w domu?, nic a jeszcze narzekasz” Mój mąż starał się mi pomóc, ale ja się bałam do tego przyznać do swojej słabości bo tak to odbierałam. Teraz postąpiłabym zupełnie inaczej ale to kwesta siły, przychodzi z czasem.

  • Wielki szacunek dla Ciebie za wygnanie zołzy niechcianej! Popłakałam się przy tym tekście… Buziaki dla Was, silna rodzinko!

    • Zołza wygnana, boje się że może wrócić, ale teraz jestem silniejsza i wiem co zrobić żeby nie dopuścić do sytuacji beznadziejnej. Dużo mi też pomaga skupienie się na celach i na pozytywnym myśleniu. Ciesze się ,że przeżyłaś ze mną tę podróż…

  • Ja miałam depresję w związku z problemami z zajściem w ciążę. Na szczęście pomógł mi z nią wygrać mąż. Chwała mu za to. Ciebie też podziwiam, bo to ciężka choroba i samemu ciężko z nią wygrać

    • Świetnie, że masz takiego męża i że pomógł Tobie w tym problemie. Mój też się starał ale długo to ukrywałam a jak już się dowiedział to na pomoc ze strony męża było już za późno.

  • Bardzo poruszające. Ciężko pod taki wpisami się wypowiadać bo często człowiek nie wie co napisać. Depresja, bez względu na to przy jakiej okazji się przypałęta, to czarna dziura, która wciąga, wysysa radość życia. Wszystko wygląda na gorsze niż jest, a poczucie bezradności, beznadziejności jest przytłaczające. Świetnie, że się odważyłaś się napisać o tym. Być może pomoże to komuś spojrzeć na to co się z nim dzieje i odmienić bieg wydarzeń.

    • Długo się zastanawiałam czy o tym napisać, ale przyszedł taki czas, że mogę pisać już o różnych rzeczach bo wiem, że moje czytelniczki to dojrzałe i mądre kobiety, które zrozumieją. Mam też nadzieje, że własnie może którejś kobiecie ten post pomoże, chociaż jedna duszyczka wyprowadzona z ciemności to już ogromny sukces.

  • www.kilkuetatowamama.com

    Mocne, naprawde mocne! Gratulacje dla Ciebie, ze udalo Ci sie wygrac i mam nadzieje, ze pozegnalas ta zolze raz na zawsze. Trzyam kciuki :)

  • Fajnie, że o tym napisałaś, jestem pełna podziwu, że nie dałaś się i wyszłaś z tego. na pewno ciężko jest podzielić się z innymi taką osobistą historią, ale może dzięki niej komuś pomożesz. Przyznam się, że na początku wpisu myślałam, że będzie o teściowej:)

    • Napisałam właśnie po to aby komuś pomóc :) i bardzo mnie rozbawiłaś z tą teściową :)

  • Aga z www.makeonewish.pl

    ja bardzo ciezko przeszłam baby blues. gdyby nie moj maz, mama i polozna pewnie skonczyłoby sie depresją. nie wiem skad to sie bierze. miałam wyrzuty sumienia ze tak sie zle czulam. ze ryczałam, ze wszystkiego sie bałam. powinnam skakac z radosci ze wrociłam do domu ze zdrowa 3 lata wyczekiwaną córką. a ja przez 2 tygodnie wygladałam jak swoj włąsny cień. zero energii, radosci.. cos strasznego

    • Doskonale znam to uczuciem, tę się czułam winna za to, że mam szczęście a tego nie docenia. Podejrzewam, że kobiety które mają depresje poporodową są bardziej wrażliwe na hormony. Hormony szczęścia w czasie ciąży rosną a potem spadają na łeb na szyje i dlatego tak może się właśnie wydarzyć, ja jestem bardzo wrażliwa na hormony wszelkie te swoje i sztuczne. Dodatkowo podobno brunetki mają to do siebie, że są właśnie bardziej uwrażliwione za zmiany hormonalne. Podobno można mieć genetyczną skłonność do depresji, Ja miałam w rodzinie 3 kobiety z podobnym problemem. Cieszę się że ci się udało!

  • Piękne słowa, które mnie poruszyły do samych koniuszków nerwów.. Gratulacje, że sobie poradziłaś. I pięknie to opisałaś, chwyta za emocje za serce. Porusza. A to najważniejsze.

    • Dziękuję, że przeżyłaś ze mną tą przygodę emocjonalną

  • Aż zaczynam się bać tego okresu, gdy sama kiedyś zostanę matką.. Już teraz często czuję się samotna i może nie jest aż tak źle, żeby być zakładniczką depresji, ale są takie chwile gdy mam ochotę skulić się pod kołdrą i zapaść w sen zimowy. Jednak staram się z tym walczyć, podejść do życia pozytywnie i zaakaceptować siebie i wydaje mi się,że idzie coraz lepiej :)
    Bardzo Cię cieszę, że udało Ci się z tego wyjść :)
    Pozdrawiam!

  • Kasia Makarska

    Kochana wspaniały post. Wspaniały, że napisałaś o „niej” i o tym, że dałaś radę. Cieszę się, że się nie poddałaś. Dzięku temu możemy czytać Twojego bloga. A jest naprawdę dobry.:*
    Niestety ludziom ciężki się przełamać i przyznać, że coś jest nie tak. A szukanie pomocy u psychologa? Od razu obawa, że inni uznają za wariata. Ale Ci inni dopóki nie doświadczą tego stanu to nie zrozumieją.
    Kiedyś sama wybrałam się do pani psycholog bo w życiu zaczęło się „dziwnie” układać. Cudowna kobieta, taka z powołania. Najsmutniejsze jezt to, że przede mną i po mnie weszły młode dziewczyny. Piękne, zapewne wykształcone, pracujące… czyżby winną by£a pogoń za tym aby jakoś żyć? Mieć czym opłacić rachunki kosztem braku czasu na inne wartości typu miłość, rodzina, przyjaźń?
    Pozdrawiam Cię:*

    • Dziękuję, bardzo mi miło. Myślę że to kurcze te czasy i ciągła pogoń za tym żeby być lepszym i lepszym i po jakimś czasie nie jesteś już sobą, tracisz siebie. Zaczynasz się stawać taką skorupą i w tej skorupie zaczyna się ta pustka a w pustce lęgnie się depresja. Jak się żyje zgodnie ze sobą to nie ma dla depresji miejsca. Pozdrawiam.

      • Kasia Makarska

        To prawda. To ważne, by robić to co się kocha, by przebywać wśród tych przy których dobrze się czujemy. By być sobą. Oczywiście – dążyć do tego by było lepiej ale nie gnać „po trupach”. Bo wtedy, tak jak mówisz, stajemy się skorupą….
        Pozdrowionka :*

  • Adriano, piękną robotę czynisz, pokazując kobietom światło w ciemności. Problem często jest bagatelizowany, czasem wszyscy udają, że ONA nie istnieje, niekiedy przyznają, że może i dotyczy, ale na pewno nie nas, a cierpienie wdrukowuje się we wszystkich członków rodziny, również tego najmniejszego. Dlatego warto, by wszyscy wiedzieli, że może być inaczej :-)

    • Dokładnie tak warto o tym mówić i pisać bo jest to częste zjawisko a niestety równie często się o tym w ogóle nie mówi a uderza we wszystkich członków rodziny. Jeśli stan po porodzie nadmiernej płaczliwości, poczucia bezsilności i złości utrzymuje się dłużnej niż miesiąc to warto z kimś o tym porozmawiać.

  • Aż mnie ciary przeszły, jak to przeczytałam. Odważna z Ciebie babka, ze to napisałaś. Ja nie miałam na szczęście tego problemu, tylko małego, wręcz śmiesznego baby bluesa, z płaczami o byle co i darciem japy na męża bez powodu, które jednak nie były jakimś wewnętrznym bólem tylko zwykłą huśtawką nastrojów. Współczuje kobietkom, które przez to przechodzą. Warto o tym rozmawiać. Nasza psychika jest niezbadana, a hormony robią swoje.

    • Dziękuję. Napisałam o tym dlatego bo kobiety myślą, że tylko ona maja z tym problem i że są jedyne na świecie. A takich przypadków jest dużo i nie nalezy odrazu uważać się za wariatkę, bo nie z wszystkich możemy poradzić sobie same, nawet po mimo wsparcia rodziny.

  • Brawo, że pogoniłaś tę zołzę (ona nawet nie zasługuje na dużą pierwszą literę)! Ja rodziłam w Anglii i podczas poporodowych wizyt położnej (z tego co pamietam jest ich ok. 5 łącznie, dopóki dzidzia nie skończy miesiąca) i oprócz sprawdzania czy wszystko ok z dzieckiem, położne ciągle wypytywały o moje samopoczucie! Tłumaczyły mi, że jeśli chociaż trochę gorzej psychicznie się czuję – powinnam porozmawiać albo z nimi albo ze specjalistą. Powtarzały żebym się niczym nie krępowała, że ta zołza przychodzi bardzo często i trzeba z nią walczyć! Mnie na szczęście to ominęło, ale myślę że taka opieka ‚psychiczna’ po porodzie powinna być w każdym kraju. Buziaki dla Waszej Czwórki:*

    • Super ,nie wiedziałam że tak jest w Anglii. Fantastycznie że położne środowiskowe pamiętają też o mamę, bo w Polsce to sie o niej zapomina. A depresje traktuje jak widzimisie. Wizyt domowych jest około 2.