You are currently viewing Rodzice, którzy tuczą swoje dzieci, nie myślą o ich przyszłości.

Rodzice, którzy tuczą swoje dzieci, nie myślą o ich przyszłości.

Tak pragnę głośno wyrazić to co w tej sprawie czuję. Może to zaboli wielu rodziców, ale zastanów się czy dziecko tuczone przez rodzica, które w pakiecie na 10 urodziny dostanie zapakowany w piękną kokardę pakiet: cukrzycę, nadciśnienie, choroby serca i nowotwór. Ten ostatni to do wyboru rak jelita grubego lub dróg moczowych, bo takie własnie nowotwory najczęściej dotykają otyłych. Jak można wmawiać, że kocha się dziecko skoro obdarowuje się je takimi prezentami?

 

I nie mów mi, że nie wiesz, że duża porcja frytek, mrożona pizza, i inny szybko dostępny, niskogatunkowy szajs nie jest szkodliwy. Nie podajesz dziecku warzyw – bo nie lubi, ani owoców – bo tam ponoć cukier się czai, co z tego, że naturalny a nie biały jak z tej twojej coli.

A zaczyna się to tak…

Twoim zdaniem dziecko nie je wystarczająco dużo. Ma prawidłowa wagę i wzrost, dobrze się rozwija, ale koleżanka, babci Stasi powiedziała, że źle wygląda, pewnie za mało je i z tej (rzekomej) niedowagi jeszcze zaraz będzie chore. Więc co robi rodzic? Myśli sobie no jak koleżanka babci Stasi tak mówi, to na pewno tak jest. I tu wkracza wielki rynek reklam, które aż krzyczą do ciebie „Twoje dziecko chce ten syropek na dobry apetyt, bez niego nie urośnie i będzie głodne”, a to gówno prawda. A potem już zostaje tylko dietetyk, lub jak się za dużo Apet…czegoś tam, naje i nie będzie miało ochoty już bez niego żyć to i lekarz chirurg, który zmniejszy żołądek, wklei tu czy tam, coś tam wytnie i tak już nie pomoże. Dziękując reklamodawcy tego oto „fantastycznego” środka  pokażmy środkowy palec.

Ale to jeszcze nie koniec….

To dopiero początek, bo w wieczornych porach przed dobranocką, wszyscy reklamodawcy jak jeden mąż zabiorą cię w podróż pełną batonów, cukierków, słodzonych napojów i to wszystko w bloku 30 minutowym i daj Boże żebyś rodzicu zobaczył przemykającą się i trwającą 10 sekund reklamę wody. A woda z telewizji też potrafi być zgubna. Te dla dzieci, oczywiście może nie mają konserwantów i barwników (jak producent głosi), ale cukier mają i to w dużej ilości, a te smakowe dla dorosłych? Wiesz, że to jest napój smakowy? Nie woda? no właśnie czyli znowu cukier, a Ty się nabierasz. I patrzysz w ten telewizor i słuchasz w radiu i potem jak zahipnotyzowany pozwalasz na wszystkie słodkie przekąski swojemu dziecku.

A dziecko bombardowane reklamami słodyczy przed dobranocką, w szkolnych sklepikach oraz w domu przez rodziców niezdrowym jedzeniem, fanatycznie przestawia swój mózg, na cukier. Gdy mózg chce, to ciało też, to nałóg. Rodzicu czy Ty się zastanawiasz nad tym jak sam jesz? Jak wyglądasz? I co dobrze się z tym czujesz? Czy wiesz, że od małego kodujesz swoje dziecko na zdrowy tryb życia lub na ten kompletnie absurdalny i niezdrowy? Po co podczas weekendu zabierasz dziecko do fast foodów? czy to naprawdę najbardziej istotny punkt programu rodzinnego dnia?

A kończy się tak…

Dorośli , którzy jako dzieci byli otyli, mają o 50 % wyższe ryzyko zachorowania na raka dróg moczowych i jelita grubego!!! Pewnie nie musi się to przydarzyć Twojemu dziecku, może przecież równie dobrze przez całe życie walczyć z cukrzycą tylu II, lub nadciśnieniem. Ok, może też być „zdrów jak ryba”, chociaż piszę to raczej ironicznie. Ale czy wiesz drogi rodzicu jak w przyszłości będzie traktowane Twoje dziecko w społeczeństwie? Powiem ci tylko tyle GORZEJ, bo gruby jest gorszy, bo grubas to leniuch, bo grubas to spóźnialski, bo się zapasł na własnie życzenie i tych epitetów to jeszcze masa jest i nie mów, że tak nie pomyślałeś ani razu o obcym Tobie człowieku. Otyłe osoby w społeczeństwie są traktowani jak ludzie drugiej kategorii, zarabiają też gorzej i zajmują w pracy niższe stanowiska.

Otyłość to nie tylko stan fizyczny zagrażający życiu, to także stan w którym choruje dusza. Z otyłości bardzo ciężko się wyrwać, nie jest niewidzialna. Wszyscy w koło oceniają, krytykują i komentują. I nie winie tutaj szkoły, sieci fast foodów czy reklam. Chociaż tak, są one silnie działającym bodźcem, ale WAS rodzicie, bo macie za zadanie wychować i tak żywić swoje dzieci, aby weszły w dorosły świat jako najmocniejsze z najlepszą możliwą przepustką w dorosły świat.

Nie zrozum mnie źle, tu nie chodzi o wypad od czasu do czasu do Maka, zrobienie dnia „słodyczkowego” czy jeszcze innego, tu nie chodzi o tej jeden cukierek dziennie. Nie piszę też o ludziach chorych, których objawem ów choroby jest otyłość. Chociaż i choroba nie chroni przed ocenianiem. Ale o to, że rodzicu nie ZWRACASZ UWAGI na to co je Twoje dziecko ani w szkole ani w domu. Nie zwracasz uwagi na to co mu podajesz do jedzenia, Ty jako rodzic. Jesteś otyły? ok bądź, ale czy dobrze się z tym czujesz? Nie? To nie funduj tej samej wątpliwej przyjemności następnemu pokoleniu, poroszę  pomyśl, zareaguj!

Cukier jest bardziej uzależniający od narkotyków, więc może dlatego 95% ludzi otyłych, to nie ci którzy zmagają się z jakąś chorobą, która powoduje ten stan, ale ci którzy sami dopuścili do tego jak teraz wyglądają. Otyłość to już epidemia a otyłe dzieci to plaga XXI wieku, niestety…

Dlatego też uważam, że rodzice którzy TUCZĄ SWOJE DZIECI, nie myślą o ich przyszłości. Bo jeśli TY rodzicu nie dbasz o lepsze jutro swoich dzieci, to kto ma to za Ciebie zrobić?

Ten post ma 32 komentarzy

  1. Małgorzata S

    Najgorsze jest to, że lekarze również wprowadzają rodziców w błąd. Idąc do lekarza dowiadujesz się, że broń Boże glutenu! To nic, ze celiakia jest chorobą genetyczną. Nie jedząc danej kaszki niby super zdrowej bo bezglutenowej Twoje dziecko sie jej nabawi. A że w składzie sam syf i 3-4 rodzaje cukrów to przecież nie szkodzi 🙁

    1. Adriana Krynicka

      Bo uważam że lekarze powinni się dokształcać ! a nie podążać za modą, czy własnymi przekonaniami, dlaczego większość lekarzy nie patrzy na człowieka jako na całość, żywą istotę tylko każdy widzi tylko organ którym się zajmuje?

  2. Motheratorka

    U nas problem jest w drugą stronę, my chudzi i synek chudy. Ale znam przykład mamy, która ścisłą dietą schudła bardzo po wieloletniej nadwadze, a jej dziecko zaczyna kwalifikować się do przeszczepu wątrobg, ma gigantyczną nadwagę i zero ruchu. Gdzie tu logika???

    1. Adriana Krynicka

      Rodzic na diecie, a dziecko nie może bo co? za młode jest? A na przeszczep to już dobry wiek? Masakra!

  3. WspolczesnaMP

    Podpisuje się pod postem obiema rękami. Ciężko wyrwać się z cukrowo-solnego nałogu. Ja byłam uzależniona od chipsów. I nadal jestem. Gdy pozwolę sobie na jedną paczkę wpadam w ciąg… Nie chcę by d z ieci musiały przechodzić przez to samo.

  4. Jagoda

    Jestem takim właśnie, wychowanym w otyłości dzieckiem. Urodziłam się w normalnej wadze i wszyscy w rodzinie z rozrzewnieniem wspominają, jak mnie tata (mnie-niemowlaka) budził w nocy, bo na pewno głodna jestem… Ja wspominam coś innego. Jak trafiłam mając jakieś 10 lat do endokrynologa. Dokładnie pamiętam słowa pani doktor, która zalecaną dietę streściła w jednym zdaniu: wędlina tylko drobiowa i nie smarować masłem. To wszystko. A moi rodzice zanim jeszcze wróciliśmy do domu z oburzeniem mi obwieścili, że wieprzowa kiełbasa domowej roboty równie dobra i tańsza.
    Nie powiem, że to z braku miłości- to z braku rozsądku, z głupoty, z niedojrzałości do odpowiedzialności za drugą osobę.
    Ile dzięki ich zaniedbaniu przeżyłam, wiem tylko ja. Jak szybko musiałam nauczyć się śmiać razem z innymi ze swoich kompleksów, wiem tylko ja. A miałam wspaniałych przyjaciół- nie każdy ma tyle szczęścia.
    Mnie nigdy nie udało się naprawdę schudnąć- chyba nie udało mi się uwierzyć, że to możliwe, bo również rodzice uważają, że otyłość zawsze była moją winą, że byłam zbyt leniwa „żeby to wybiegać”. Znam osoby, którym udało się po latach schudnąć (choćby mój brat), ale uwierzcie, że nie pozbyli się tej ciągłej gotowości na cios, tego dzikiego wzroku, gdy ktoś- nawet pozytywnie- mówi o ich wyglądzie.
    Dlatego przyłączem się do apelu: Rodzice! na miłość boską! nie róbcie tego swoim dzieciom!!!

    1. Adriana Krynicka

      Jagoda bardzo dziękuję ci za ten komentarz, to bardzo odważne z twojej strony, że zdecydowałaś podzielić się ze mną i z innymi czytelniczkami swoją historią. Bardzo mi przykro, że do tej pory ponosisz koszty przeszłości i że rodzice jeszcze ciebie obwiniają o ten stan rzeczy. Mi pozostaje tylko życzyć tobie siły aby odpierać atak społeczeństwa.

  5. Kocham mamę za to, że wydzielała mi czekoladę. Jedna kostka w tygodniu, w niedzielę. Moje dziecko ma to samo, i nie pozwolę nikomu wpychać w nią szajsu. Niech sobie ten ktoś sam w siebie wpycha, o!

  6. MamaCarla

    Masz rację. A zaczyna się tak niewinnie, nie? „Jeszcze łyżkę, jeszcze troszkę, za mamusię, za babcię”, potem syropek i podawanie śmieciowego jedzenia, bo takie tylko dziecko lubi… Nosz kurcze, przecież dziecku się nic nie stanie, jak zje połowę swojego obiadu jednego dnia! Ważniejsze jest to, żeby jadło zdrowo i urozmaicone posiłki.

    1. Dokładnie uważam że jeśli dziecko jest zdrowe i prawidłowo się rozwija to nie potrzeba podawać mu syropków na apetyt ani zmuszać do jedzenia przecież sam organizm wie czy jest głodny czy nie.

  7. Drimmah

    Mój starszy syn cierpi z powodu alergii. Kiedy wymieniam produkty, których nie może jeść, zazwyczaj słyszę pytanie: to co on je? A on je wiele rzeczy, których „zdrowe” dzieci nie jedzą bo nie lubią albo to zbyt czasochłonne do przygotowania… Nie powiem, że ta alergia jest dla nas zbawieniem, ale ma swoje plusy – nikt nie pakuje w moje dziecko czekoladek, ciasteczek, chrupeczek i innych świństw. Niektórym ludziom się wydaje, że dzieci lubią tylko słodki smak. Ja tego nie rozumiem. Często słyszę też: „on je brokuły/ paprykę/ kaszę? Moje to nie lubią, więc nie ma im co dawać”. I tylko ręce opadają… A zmuszanie do jedzenia, i te syropki na apetyty to już w ogóle dno. Świetny post.

    1. Przynajmniej masz wymówkę dla tych wszystkich sąsiadek i cioć dobra rada żeby nie dawały właśnie tych wszystkich rzeczy. Też nie wiem dlaczego wielu osobom się wydaje, że jak karmią swoje dziecko słodkościami to bez pytania mogą też poczęstować moje?! Wiele razy się z tym spotkałam że nikt mnie o zdanie nie pyta, to mnie zawsze bardzo wku***a teraz od razu mówię nie moje dziecko tego nie je. Je czasem słodycze, ale pod moją kontrolą.Pierwsze słodką rzecz zjadła jak miała 2,5 roku podczas gdy dzieci znajomych często już wiedziała co to nutelle bo „Ona je to dlaczego ma dziecku nie dać?”
      puk, puk czy jest tam ktoś???

  8. Marta K

    Boli mnie to tak samo jak Ciebie. Tym bardziej, że w moim bliskim otoczeniu się tak dzieje. Dziecko kilkumiesięczne jedzące słodkie serki homogenizowane, czekoladki czy ciasteczka. Na wszelkie moje prośby i uwagi (tak zwracałam uwagę, bo najzwyczajniej szkoda mi tego dziecka) jest wielka obraza i teksty, że ona „mama” wie lepiej, co chce jeść jej dziecko. Dziecko nie ma pór posiłków, żadnej rutyny w ciągu dnia, potrafi zjeść tylko jeden „normalny” posiłek, do picia herbata oczywiście z ogromną ilością cukru…. Aż patrzeć się na to nie da… Najgorsze, że takich rodzin jest wiele 🙁

    1. Niestety. Kobieta która urodzi dziecko powinna dostawać w wyprawce dla malucha program żywienia dziecka, co dawać a co nie. Uważam że takie rzeczy powinny być uczone na szkole rodzenia, a tam tylko jak kobieta w ciąży powinna się zdrowo odżywać, a potem co? jak się dziecko urodzi to można mu wpychać już wszystko i nie zdrowe? Wiesz jaki jest żart o Polskich mamach? że ich dzieci jedzą raz, ale przez cały dzień…i to prawda niestety…

  9. Agata Dworakowska

    Super, że podjęłaś ten temat. Już dawno zwróciłam uwagę na przekarmianie dzieci (w imię dobrego samopoczucia matki/rodzica/opiekuna) i negatywne konsekwencje takich działań. Niestety w naszym społeczeństwie dużo kobiet wyraża swoją miłość poprzez karmienie dzieci. Obowiązuje zasada im więcej dziecko je tym lepiej. Rzadko idzie to w parze z dbałością o jakość jedzenia, choć zdarzają się bardziej świadome mamy. Problemem jest też czasem uświadomienie sobie dlaczego tak naprawdę chcemy, żeby dziecko coś zjadło (albo więcej zjadło niż chce) – odpowiedź na to pytanie, może być zaskakująca i w ogóle nie związana z jedzeniem.

    1. Dokładnie, to takie stare przyzwyczajenia z dziada pradziada. Kiedyś nawet jak dzieci więcej jadły to po pierwsze zdrowiej a po drugie po prostu się ruszały… a dziś nie dość że jedzenie ma zdecydowanie gorsza jakość to jeszcze dzieci spędzają głównie czas przy telewizorze i tabletach..

  10. Magda

    Masz 100% rację, już teraz widzę co się dzieje z moim dzieckiem. Nie ma dnia żeby nie zjadł czegoś słodkiego i wynikiem tego jest okrąglutki brzuszek. Najbardziej wkurwiają mnie te wszystkie babcie, które wciskają dzieciom ciasteczka i czekoladki jak nie patrzymy. Antek ma 5 babci więc mozecie sobie to wyobrazić. Każda z nich mówiła, że wygląda mizernie a ostatnio nagle zaczęły napierdalać na mnie, że jest za gruby i muszę go odchudzić…. Nie mam sił i sama wiem po sobie jak to jest a mimo to popełniłam ten błąd. Dobrze, że szybko się opanowałam. Narobienie dziecku apetytu i zostawienie matki samej sobie nie jest fair.

    1. Powiem ci że taki zbiorowa zmowa na biedną matkę, jest po prostu nie fair, bo najpierw wszyscy dają a potem każdy mówi że to twoja wina! bo najłatwiej przecież zwalić winę na kogoś innego i nie wziąć za to odpowiedzialności. Cieszę się że po mimo wszystko próbujesz 🙂

  11. Chichotki Trzpiotki

    Nie mam takiego problemu, bo moja córcia to niejadek, ale mimo wszystko ma wagę i wzrost idealny. Porównuję ze swoją książeczką zdrowia z dzieciństwa i jestem spokojna. 😀 Ale nie zawsze jest to takie czarno białe, że tuczenie. Mam znajomych, którzy mają taki problem. Matka dziecka najpierw nie miała pokarmu a rodzina kazała jej na siłę przystawiać. Dzieciak w pierwszym miesiącu życia chudł jak nie wiem, w końcu trafił do szpitala i lekarz kazał dawać modyfikowane mleko. Od tamtego momentu dziewczynka tak się rozkochała w uczuciu sytości, że nic nie jest w stanie jej uspokoić. Jak tylko czuje lekki głód chce jeść. Do oporu. Rodzice nie wiedzą co robić. Jest bardzo duża, jak na roczną dziewczynkę, grubiutka. Ale takiemu maluchowi nic nie przetłumaczysz, a ona robi straszne histerie o jedzenie. Już dają jej dietetyczne rzeczy, próbują oszukać głód, przepajają wodą w nocy… Nic nie skutkuje, ona nadal jest gruba. Współczuję im, bo sama nie wiedziałabym co robić.

    1. Oczywiście świat nie jest czarno biały. Problem u twoim znajomych jest trochę inny niż o tym o którym napisałam, bo jest to małe dziecka, a nie świadoma mała osoba z która można się juz dogadać. Ja osobiście poszłabym na spotkanie z dietetykiem dziecięcym i psychologiem, a jeśli to nie pomoże to do gastrologa, bo może problem jest bardziej złożony niż się wydaje.

  12. otoja

    Moja córka to niejadek, zmieniło jej się nagle po 3 urodzinach. Z dziecka jedzącego wszystko zamieniła się w marudę jedzeniową. Ale syn zjadał wszystko co widział, próbowałam ograniczać ale jak tylko zobaczył, że my coś jemy to zaraz biegł. Zaczęłam kombinować i zamiast mm Humana w nocy podawać wodę ale nie dał się oszukać. Szał jedzeniowy minął w końcu jak zaczął solidnie chodzić, a raczej biegać.Nadal je w nocy Humanę ale zjada jej połowę mniej jednak oszukać się wodą nie da. Ograniczamy słodycze i słodkie napoje i póki co jest ok. Czasami dziadkowie tylko grymaszą jak nie pozwalamy dawać słodkości.

  13. Mom on top

    Jestem daleka od oceniania kogokolwiek, ale ostatnio widziałam w McDonaldzie taką rodzinę, na którą smutno było patrzeć. Ojciec i matka bardzo otyli, dzieci też otyłe. Można by sądzić, że to kwestie genetyczne, ale rzut oka na to, co mieli na stoliku, mówił, że to jednak kwestia złych nawyków. I byłam na nich zła. Bo co innego tuczyć siebie, nic nikomu do tego, ale zamawiając dzieciom po kilka porcji frytek, hamburgerów, nugetsów, a do tego ciastka i lody na deser, to faktycznie robienie dzieciom krzywdy :/

    1. Otóż to, można siebie tuczyć, ale dzieci? i skazywać ich na to samo co przechodzą rodzice?! bo umówmy się sielanka to to nie jest…

  14. mamowato

    Niestety – ja również jestem takim przekarmionym dzieckiem. Mama do dziś wspomina jak to tata musiał chodzić na rękach, żebym ja otworzyła buzię i można mi było wepchnąć jedzenie. Walczę z wagą całe życie, ale niestety złe nawyki ciężko jest zmienić. Nie chcę tego dla mojego dziecka, ale muszę go „chronić” przed babcią, która już dopytuje się (Franek ma 9 miesięcy) kiedy będzie mogła kupić mu soczek i dać batonik. Nie wiem, czy to brak miłości, ale z pewnością głupota, brak świadomości i nie traktowanie dziecka podmiotowo, nie rozumienie, że ono samo wie,`kiedy jest głodne, a kiedy najedzone, a wmuszanie w nie czegokolwiek tylko zaburza uczucie sytości/głodu…

  15. Kobietapo30

    Hm….szalenie trudny temat i mocne tezy. Nie wiem, czy tak można powiedzieć. Rodzice którzy przekarmiają często nie mają świadomości, wiedzy,. inaczej nie potrafią. Może to ich nie usprawiedliwia, ale pozwala na ich błędy spojrzeć nieco z innej perspektywy. Jest wiele do zrobienia w tym temacie.

    1. Wiesz rozumiem że można nie wiedzieć, ale skoro w internecie szuka się teraz odpowiedzi na wszystko i jest tyle programów, dobrych stron o żywieniu, porad dietetyków to naprawdę można poświęcić chwilę czasu i zapoznać się z tym jak powinno żywić się nasze dziecko. Nie mówiąc juz o tym że rodzice którzy starają się zdrowo jeść przekazują ten schemat żywienia dziecku i w przyszłości jest łatwiej. Nie piszę też o błędach żywieniowych bo tego też można się nauczyć .Jako błędy żywieniowe mam na myśle ,że czasem można przekarmić swoje dziecko, ale nie ciągle. Skoro dziecko wyraźnie przybiera na wadze i nie jest to dla niego zdrowe ,to chyba każdy rodzić z wiedzą lub bez powinien zauważyć, że coś jest nie tak. Zrobić badania itp.Skoro mamy czas na fryzjera czy oglądanie telewizji to mamy też czas na edukację w tak ważnym temacie.

      1. Kobietapo30

        Zgadza się. Dla mnie i dla Ciebie to logiczne, rozsądne, szukasz, czytasz, jesteś świadomą mamą. Tak jak zauważasz jest mnóstwo porad, stron, informacji. Jednak problem istnieje. Również wśród osób dorosłych, które wiedzą, że pewne rzeczy im szkodzą, a jednak nie rezygnują z nich. Wiem, w kontekście dziecka to jednak trochę inaczej wygląda….Mając jednak na uwadze skalę problemu, nie byłabym skłonna napisać, że tacy rodzice nie kochają swoich dzieci. Według mnie kochają, co nie zmienia faktu, że nieświadomie krzywdzą swoje dzieci.

        1. Tak masz rację krzywdzą dzieci, niestety. Tak masz rację, że nie wszystko jest czarne albo białe to również nie. Chciałam jednak zwróci uwagę na problem w sposób dosadny z tą też ten tytuł, dający do myślenia.

Dodaj komentarz