You are currently viewing Gdy umiera dziecko. Gdy nie masz czasu na pożegnanie…

Gdy umiera dziecko. Gdy nie masz czasu na pożegnanie…

Pik pik pik. Białe ściany, pik, pik, pik, białe okna. Pik pik Człowiek w zielonym kitlu podchodzi do niej, bada, sprawdza parametry. Pik, pik przerywa ciszę, która tam panuje.

 Oni siedzą przy niej w oczach łzy a w sercu rozpacz. Myśli, które mają w głowach są tak ciężkie, że nie mogą ich unieść. Rodzice. Ona, brunetka z rozmazanym makijażem i potarganych włosach oparta na jego ramieniu, płacze. On zgarbiony, smutny szatyn. Udaje, że to zniesie, że przecież jest mężczyzną, że to wytrzyma, że nie może płakać.

Czekają na informację, co dalej, pik, pik i ten przeraźliwy, głośny dźwięk. Wiedziała, że było trudno, ale może są szanse?! Jakiekolwiek? Najmniejsze? Każdy ma prawo do tej cholernej jednej szansy!-myśli. Cień nadziei cały czas dyskretnie krąży po pokoju i odbija się w ich myślach. Przecież Ona nie może odejść, nie może zniknąć na zawsze ma dopiero 6 dni!-Ich Córka. Nikt nie może im jej zabrać! Nikt!

 Jest częścią ich świata!!!! Dlaczego Oni?! Po co nosiła ją pod sercem?! Tyle czasu!! Żeby teraz odeszła?! Przecież mieli plany na całą wieczność. Córka ich jedyna, wyczekiwana, wymarzona. Mała mieć męża i dzieci najlepiej chłopca i dziewczynkę, tak sobie marzyli. Mieli być dziadkami. Ona ich córka, miała być matką. Miała uczyć dzieci chodzić, bawić się z nimi a czasem krzyknąć. Miała wiązać córce warkoczyki i pozwalać dziadkom rozpieszczać wnuki słodyczami i zabawkami.

Tą myśl szybko przerywa ten cholerny dźwięk, pik, pik. Ta cała aparatura, nie pozwala oderwać myśli nawet na chwilę. To nie może się tak skończyć, to nie może skończyć się TU!. Pan w zielonym kitlu podchodzi i mówi to czego nie chcieli usłyszeć. Nadzieja prysła. Nie chce żyć, chce być z Nią! .Dotykać jej małych rączek, pocałować w malutką główkę, przytulić do małego ciałka.

-Przykro mi. Liczy się każda chwila. Proszę zdecydować. Od tej decyzji zależy życie innego dziecka.

Myśli, pełno myśli. Ona jest taka malutka i sama. Pik, pik, pik przecież słyszę jak bije jej serduszko, pik, pik jak oddycha! Nie dam sobie wmówić, że to tylko aparatura! Nie! Jeszcze chwilę jeszcze momencik. Chce ją przytulić ostatni raz….ostatni. Czeka ich najtrudniejsza decyzja, z jaka przyjdzie im się zmierzyć w życiu. Decyzja, dzięki której będzie żyła w innych. Będzie patrzyła na świat, w innych oczach, będzie kochała w innym ciele, będzie żyła. Tak to sobie tłumaczyli.

-Tak, Państwa córka uratuje życie. Mając niespełna 6 dni. Zrobi więcej niż większość z Nas przez całe życia…

O czym jest tak historia? O życiu czy o śmierci? O smutku czy radości?

Nie wyobrażam sobie, jakimi bohaterami muszą być takie osoby, które w obliczu tak wielkiej tragedii decydują się na oddanie organów swoich dzieci i uratowanie życia komuś nieznanemu, wiedząc, że ich ukochane dziecko odejdzie.

Nie wiem, co bym zrobiła w takiej sytuacji. Czy rozpacz wzięłaby górę nad moim zdrowym rozsądkiem? Czy dałabym rade podjąć taką decyzje? Tak, chcę być dawcą, ale czy zdecydowałabym się na to względem osoby bliskiej….nie wiem i mam nadzieje, że się nigdy o tym nie przekonam…..

Historia, którą tu przedstawiłam jest wymyślona, jest moim subiektywnym przedstawieniem emocji, chociaż 6 dniowa dziewczynka, która uratowała inne dziecko jest prawdziwa. Codziennie rodzą się tacy bohaterowie.

Ten post ma 19 komentarzy

  1. Matko Zabawko

    To okropne 🙁 z jednej strony myślę sobie, że tak zgodzilabym się na oddanie narządów a z drugiej czy oby na pewno? Słysząc jak aparatura oddycha za dziecko, czy potrafilabym podjąć ta decyzję? Nie wiem i nie chce wiedzieć!

    1. Adriana Krynicka

      No właśnie to tak jak by ten mały człowieczek jeszcze żył a przecież to tylko aparatura ale w głowie rodzica, że to nie możliwe że jest jeszcze nadzieja. Podziwiam ludzi którzy potrafią podjąć taką decyzję, ale życzę każdemu rodzicowi żeby nie musiał jej podejmować.

  2. Oby nikomu nie było dane stanąć wobec takiej decyzji. To coś strasznego decydować nie tyle o sobie, co o drugim człowieku. A matki, których życie może być zagrożone przez ciążę? To też bardzo trudny temat, a takich sytuacji jest każdego dnia na świecie niepojęta ilość…

    1. Adriana Krynicka

      No właśnie mamy tu przykład Agaty Mróz która poświęciła własne życie dla swojego dziecka, dla cząstki siebie, niesamowita kobieta.

  3. www.zaraz-wracam.pl

    Masz rację. Niestety śmierć dziecka przeżył mój szwagier z żoną- ich córeczka miała 3 miesiące. Nie wiem jak poradziłabym sobie w takiej sytuacji. Ja jestem dawcą, ale w takiej sytuacji, gdzie moje dziecko nadal walczy o życie, to chyba nie zdecydowałabym się na odłączenie od aparatury tak długo, ja miałabym nadzieję, że stan zdrowia ulegnie zmanie

    1. Adriana Krynicka

      Ja też jestem dawcą ale pisząc ten teks miała tak mieszane uczucia że sama nie wiem czy znalazłabym tyle siły, by zdecydować tak szybka, dlatego też teks pozostawiam bez decyzji bo myślę że każdy rodzic w takiej sytuacji powinien ją podjąć sam.

  4. Mamapediatra.blog.pl

    niewyobrażalny ból i smutek. na zawsze. dużo aniołków mamy nad sobą. mali wojownicy 🙂

    1. Adriana Krynicka

      Małe aniołki 🙂 tak dużo zapewne ich lata mam nadzieje że jest im w niebie dobrze 🙂 to nie pociesza jak tak myślę o tych maleństwach którym się nie udało.

  5. Matylda Poszwald-Gajewska

    ja na własnej skórze przekonałam się, co to strach o życie ledwo co urodzonego własnego dziecka… nam się udało, ale do tej pory jak tylko pomyślę o pierwszych chwilach, dniach mojej córki, to ściska mnie za gardło. śmierć dziecka to największa tragedia w życiu człowieka. nie wiedziałam o tym dopóki nie urodziłam własnego, które o mały włos…

    1. Adriana Krynicka

      Bardzo mi przykro, ciesze się że Wam się udało i że macie uroczą córeczkę 🙂 Zosia też urodziła się trochę wcześniej i miała problemy zdrowotne (nie przybierała na wadzę i miała niski cukier) ale to i tak nic w obliczu rodziców którzy rzeczywiście czuli na sobie oddech śmierci.

  6. Przeczytałam i pozbierać się nie mogę…nie wiem jakbym się zachowała w takiej sytuacji…mam nadzieję, że nigdy w niej nie będę

    1. Adriana Krynicka

      Ja też mam taką nadzieje i życzę to każdemu rodzicowi, ale z drugiej strony ci rodzice którzy czekają na dawce mają także trudne myśli, bo albo ich dziecko zdąży albo nie, to bardzo, bardzo trudne…

  7. Babskie pisanie

    Jako matka wiem, że zgodziłabym się na pobranie organów. Wiem ile to znaczy. Tak niewielu jest ludzi, którzy decydują się na ten krok. Przezywają najtrudniejsze momenty życia. Ale ich dziecko może uratować kilka innych. Taka jest prawda.
    Zawsze byłam za oddawaniem organów. Ale odkąd mam syna, chorego, który w przyszłości bliżej nieokreślonej będzie potrzebował przeszczepu serca, mam jeszcze większe przekonanie do tej kwestii. Rozumiem rodziców, którzy mówią „nie”. Podziwiam tych, którzy się zgadzają.
    Takie gesty ratują życie innym dzieciom.

    1. Adriana Krynicka

      Dokładnie tak , jest to bardzo bardzo trudna decyzja ale za jedną śmiercią może stać życie.

  8. Michalina Hanko

    Najbardziej ze wszystkiego boje się utraty bliskiej mi osoby, czasami łapie się na tym że takie historie mi się śnią i wiem że płacze przez sen.Nie jestem w stanie sobie wyobrazić jak bym postąpiła mimo ,że całkowicie całym sercem chciałbym uratować komuś życie ale czy moja rozpacz by mi pomogła podjąć taką decyzję? Nie wiem i mam nadzieje,że nigdy się nie dowiem.

    1. Adriana Krynicka

      Ja również Ci tego życzę. Tak to musi być strasznie trudna decyzja, też mam nadzieję że nigdy nie będę musiała jej podejmować.

Dodaj komentarz