fbpx

Tata na porodówce. Czyli punkt widzenia, zależy od punktu siedzenia.

Napisałam Ja : Ada | Kosmetomama

“Poród jest piękny, bo nowe życie przychodzi na świat” Tak piszą autorzy wierszy oraz poradników dla młodych rodziców “Jak pięknie rodzić”. I można byłoby się z nimi zgodzić tylko jest jedno ALE….

 

Poród odbierany jest często zupełnie inaczej przez matkę a zupełnie inaczej przez ojca. No trudno się dziwić perspektywa jest z goła inna. I to w dosłownym tego słowa znaczeniu.

Kobieta bierze na siebie cały trud “wypchnięcia” tej małej istoty na świat. A mężczyzna uczestniczący przy porodzie bierze na siebie całą resztę. Czyli opiekę nad “dobrym samopoczuciem” rodzącej i jeszcze ma na głowie( ten biedny samiec), kilka innych rzeczy nad którymi w czasie porodu musi się pochylić (dosłownie) łącznie z zaglądaniem swojej żonę w krocze ” Proszę spojrzeć jak wychodzi główka

Dlatego, też tak inne mogą być perspektywy i wspomnienia z porodu.

 Perspektywa matki 

Tak, to był trudny dzień, odeszły mi wody, zaczęły się skurcze, najpierw nieregularne, potem coraz silniejsze i dłuższe. Wiedziałam, że to już ten czas, że rodzę. Zadzwoniłam do położnej. Była 3 nad ranem. Uspokoiła mnie mówiąc, że to pierwsze dziecko, że jeszcze mam czas. Spokojnie się ubrałam, umyłam włosy, sprawdziłam czy torba jest spakowana.

W szpitalu mnie zbadali, tak miałam już 4 centymetry rozwarcia. Przebrałam się w szpitalną piżamę, bo mojej było mi szkoda i chwyciłam męża za rękę. Chodziliśmy po szpitalnym korytarzu godzinę, aż moje skurcze nie zaczęły być na tyle mocne, że nie byłam już w stanie chodzić. Weszłam pod prysznic, tam drżąca z zimna i z bólu siedziałam na wielkiej piłce, która ponoć miała mi ulżyć w bólu – nie ulżyła.

Przenieśli mnie na łóżko porodowe. Przyszła położna, aby mnie zbadać, tak rozwarcie postępuję, miało już 8 centymetrów. Skurcze są już nie do wytrzymania. Ściskam męża i w myślach klnę na cały świat, w tym na jego plemniki. Trzydzieści minut później jest już 10 cm. Zaczynają się bóle parte. Matko! to jest ból tak silny, że krzyczę już i klnę nie tylko w myślach. Pierdziele nie rodzę, wciągam bachora z powrotem i wychodzę. Tak wiem, że to irracjonalny pomysł, ale tylko taki przychodzi mi do głowy.

Prę, tak mocno, że zastanawiam się czy razem z dzieckiem nie wychodzi mi też żołądek. Położna mówi do mnie, że to jeszcze chwilę, że to już prawie koniec. I chwilę później faktycznie jest już z nami nasza, piękna, cudna istotka nasz największy skarb. Trzymam to maleństwo na rękach jak pan doktor mnie zszywa. Już jestem szczęśliwa, zapominam o bólu. Mąż jest blady jak ściana, ale się uśmiecha i też się cieszy.

Miną już czas połogu. Już przywykliśmy jako rodzice do naszego poprzestawianego życia, ale mąż nie che się do mnie zbliżać. W sensie w nocy, nie wiem o co chodzi?!.

Perspektywa ojca

Obudziła mnie w nocy. Nie wiedziałem o co chodzi. Powiedziała, że rodzi i w tym momencie zalała mnie fala strachu, przed tym co się dziś stanie na sali porodowej. Powiedziała, że mam być z nią i już, że mam ją wspierać, że mam z nią być. Zgodziłem się bo ją kocham. Chciała, więc to musi być dla niej ważne. Ja nie chciałem, ale ona i tak robi najtrudniejszą robotę, więc się zgodziłem.

Słyszałem, że rozmawia z położną. Mam jeszcze chwilę czasu na pozbieranie myśli. Jedziemy do szpitala. Mówi, że ją boli, że to trochę tak jak w pierwszym dniu okresu. Mam to sobie wyobrazić, ale nie bardzo wiem jak?. Gdyby ktoś mi powiedział, że to boli tak jak kopnięcie w jaja to bym wiedział, ale jak na okres?

Jesteśmy już na oddziale położniczym. Mój strach przed wejściem na sale porodową narasta. Trzęsą mi się nogi i lepią od potu ręce. Ale, muszę się trzymać w końcu ona tu robi najtrudniejszą robotę. Trzyma mnie za rękę coraz mocniej, aż drętwieją mi palce. Siedzi na piłce, pod prysznicem i płacze z bólu, a ja nie wiem co mam zrobić?, co powinienem zrobić?.

Przenieśliśmy się do sali porodowej. Tu zaczyna się mój nasz koszmar. Położna bada żonę. Matko wchodzi jej tam całą ręka! i leje się krew. To już 10 cm. Żona prze, krzyczy, rzuca we mnie bluzgami i znowu krzyczy. Położna zachęcającym tonem mówi do mnie żebym zobaczył główkę dziecka. Wcale nie chcę, chcę żeby to wszystko się już skończyło.

Spoglądam jednak na twarz żony, nie wiem czy ten grymas spowodowany jest moim wahaniem czy raczej skurczami partymi. Nie wiem i nie chcę się o tym przekonać. Zajrzałem, O Matko Boska! To ma być piękne? Kroczę mojej żony jest olbrzymie! a wychodząca z niego czubka ludzkiej głowy….i  krew; pełno krwi. Obraz krwawy niczym z “Piły” . Tylko w filmie ta cała scena była jak by mniej straszna niż ta, z którą przyszło mi się dziś zmierzyć.

Jest ręka!, krzyczy do mnie położna, a ja już nie chcę tam drugi raz zaglądać. Chwilę później widzę małą, brzydką, siną, pokrytą płynami owodniowymi istotkę. To nasze dziecko. Żona jest zachwycona i przytula je do piersi a ja lekko się do niej uśmiecham. Jeszcze tylko przecięcie pępowiny i będę tatą na medal. Tylko jak ja teraz zajrzę mojej żonie w krocze oczy?

**********

Tak, to może widzieć tata. I nie ważne jakim w życiu jest “kozakiem” poród nie jest dla wszystkich Panów. Powinnyśmy zdać sobie z tego sprawę i nie ciągnąć go za uszy. Bo dzień urodzenia dziecka powinien być dla obojga rodziców cudem, a nie koszmarem dla jednego z nich. Są mężczyźni, którzy chcą uczestniczyć przy porodzie i nie robi to na nich wrażenia “Teksańskiej masakry piłą mechaniczną”, ale są też tacy którzy zmuszeni do wspólnego porodu , potem zmienią już na zawsze spostrzeganie ciebie jako kobiety.

Warto więc o tym porozmawiać. Przed porodem, nie ustalać wszystkiego na ostatnią chwilę. Przyszły tata, który nawet będzie chciał uczestniczyć w porodzie, może chcieć zmienić zdanie w trakcie, bo my kobiety odbieramy to inaczej. Wiem to trudne, ale nie tylko dla rodzącej. Mężczyzna ma naprawdę trudną rolę. Kobieta na porodówce oczekuje od niego, że będzie opiekunem, misiem, obrońcą i jeszcze położnikiem.

Powiem szczerze, że gdybym ja musiała oglądać swoje krocze w różnych nienaturalnych rozmiarach i kształtach tak jak oczekuje się tego od przyszłych tatusiów, to sama nie wiem czy czułabym się tak samo seksowna jak przed porodem. Więc jeśli mężczyzna nie chce to lepiej, aby zapamiętał ciebie i twoje wszystkie części ciała w normalnych rozmiarach i kształtach. Bo to, co dla jednego może być piękne, dla drugiego może być barierą niesmaku nie do pokonania.

Mój mąż był ze mną na porodówce, przy pierwszym i drugim porodzie. Przecinał pępowinę, ale sam chciała tam być. Nie zmuszałam, nie napinałam. Wiedziałam, że nie lubi widoku krwi, więc na siłę go nie ciągnęłam, mógł odmówić i ja bym to uszanowała.Oczywiście jest świetnie kiedy mężczyzna “rodzi” z kobietą, ale nie za wszelką cenę. Można zawsze poprosić mamę lub przyjaciółkę o wsparcie w porodzie, a przyszłemu tacie oszczędzić widoków.

Warto, aby mężczyźni wiedzieli, że mają prawo odmówić uczestniczenia w porodzie, że nie jest to ich obowiązek, ale przywilej. 

(Visited 767 times, 1 visits today)
17 komentarzy
0

Napewno też to polubisz !