fbpx

Matka na urlopie macierzyńskim. Urlop! Jaki urlop!?

Napisałam Ja : Ada | Kosmetomama

Budzę się rano (przed siódmą a jakże!), to znaczy zostaje obudzona, bo paluszek mojej córeczki z uporem wielkiego odkrywcy dziuga mnie w oko, sprawdzając reakcję gałki ocznej na nacisk paluszka. Gdy wreszcie wstaję z kontuzjowanym okiem. Dziecko wesoło krzyczy do mnie (prosto do ucha) “MMMAAAMMMMUU“. Widać już wiek mój leciwy, skoro tak krzyczeć musi.

Gdy wreszcie, zaspana staram się pokonać drogę do łazienki następuje na klocka, ostatkiem sił hamuję wykrzyczenie niecenzuralnych słów więc mówię tylko “ałć” , a w myślach “Ku.wa, kto tu to z rana położył!”. Pierwsza meta, łazienka. Tam witam się ze sobą radosnym “cześć, kto cię tak urządził?, chyba przez noc przytyłaś i na pewno od dziś za miesiąc będziesz się odchudzać, co?” Myjąc zęby sobie i dzieciakom jednocześnie nucę “Mam tę moc!” a czasem nawet z radosnej piersi wyrwie się śpiew na cały regulator.

Wracam do pokoju się ubrać, i co….właśnie, znowu ten cholerny klocek! Toczę bój o to w co się ma córka ubrać. Bo nie założy dresu, kiedy na dworze +26 stopni, bo jej się podoba (akurat dziś) kotek, który jest na nim wyszyty, albo na odwrót. “Mama ja chcę suseneczkę w truskawki!“, tłumaczę, że nie może, bo zmarznie i będzie chora i nie zobaczy się z dziećmi, i że (tu padają jeszcze różne argumenty łącznie z latającym Ufo ;)

Dobra, dzieci wyszykowane. Czas na śniadanie. “Kto chce jajeczniczkę?”. “Ja chcę“-odezwał się J przy goleniu, tonem niby zupełnie śniadaniem niezainteresowanym. “Mniam, mniam“-Helena na znak aprobaty dla pomysłu ciągnie mnie za spodnie od piżamy, oczywiście całe ściągając mi w dół. “Mamo, ale masz dużą pupę!” krzyczy do mnie Zosia. “Zatańcz coś!“. Dziękuję za szczerość starszej córce i pytam grzecznie czy chce jajecznicę. Zosia na śniadanie ma inną koncepcję. “Mamo poproszę kanapeczki z miodkiem“. “Nie, Zosiu (trochę się na niej odgryzę ;) będzie jajeczniczka!”, “No dobra…”

Dzieci najedzone i mąż też, ja trochę mniej, bo porcja Helenki już została przez nią zjedzona, ale jeszcze musiała spróbować jak smakuje moja, więc musiałam zadowolić się pozostałościami jajecznicy , obgryzioną skórką od chleba i zimną herbatą. Czasem jak dzieci po nią sięgają to wstępuje we mnie golum –my precoius!. Dobrze, że przed śniadaniem się nie przebrałam, bo jestem cała w różnych elementach śniadania, od tych które spadły niechcący na moje spodnie, do tych przemielonych i wyplutych specjalnie, aby zobaczyć efekt jedzenia na maminej bluzce, ach moje dzieci to artyści ;).

J i Zosia wyszli do przedszkola, Zosia w progu drzwi rzuciła tylko luźne “siemka“, no tak matce się szacunek należy ;)  . Patrze się w dół na Helenkę, która właśnie żuje buta i zastanawiam się nad tym co dziś robimy. Idę się ubrać, zakładam majtki i zastanawiam się jak duża (z perspektywy małego dziecka oczywiście) może być moja pupa. Podchodzę do lustra i sprawdzam. O matko! rzeczywiście spora, chyba mnie to lustro pogrubia!, albo to te majtki, tak na pewno one. Tak się przyglądam i myślę. Kurczę chyba odkryłam nowy kształt figury-“Dynia”, czyli malutka główka i wielkie dupsko!

Po kontemplacji nad figurą, siadam do komputera sprawdzić co tam w sieci słychać. Moja młodsza córka w tym czasie wysyła wiadomości messengera do znajomych o niezidentyfikowanej treści, za które muszę potem przepraszać, całe szczęście, że nie zadzwoniła do GOPR tak jak ostatnio. Helenka rzuca mój telefon  i (uf, całe szczęście, że mam wszystkie możliwe ochrony ekranowo-telefoniczne) do mnie podchodzi z miną “Dobra, 5 minut minęło matka, teraz się suń ja tu trochę posiedzę”. Helenka dzióbię mi po klawiaturze kiedy ja piszę post. Wychodzi taka piękna twórczość “Dlaczego  dorigno@#$5 matka odi&*goidfn” i weź tu człowieku pisz z dzieckiem.

Na chwilę zajęła się flamastrami Zosi i maluje po kartce,  korzystając z jej nieuwagi publikuję post. O jak ładnie rysuje :)-myślę…O matko!, to moje notatki, o matko i twoja buzia!, o matko i twoje body!!! Wszystko jest zakrapiane czerwonym kolorem. Spoko! zmyje się, to pisaki dla dzieci,myślę i uśmiecham się pod nosem. Hmm, ten jeden inaczej wygląda, zaraz co tu jest napisane –PER-MA-NEN-TNY. Permanentny, powtarzam spokojnie, a chwilę później patrzę na Helkę i jej czerwoną buzię i ten pisak koloru czerwonego i oczy robią mi się wielkie jak…, nie wiem do czego je porównać chyba nie ma takiego banknotu. O matko on się nie zmywa!. Rzucam wszystko i wkładam dziecko do zlewu i szoruje, a flamaster nic…

Wychodzimy z Helką na dwór i tak jak się domyślacie wszystkie oczy skierowane są w naszą stronę. Czuję się jak Królowa Angielska, ledwie powstrzymuję się,  aby nie zamachać do tłumu. Jesteśmy na placu zabaw, a ja nieustannie patrzę na podeszwy. Kurde, czyżbym w kupę wlazła? No tak, cholerne psy pełno ich kup wszędzie!. Nagle przybiega moje dziecko z piaskownicy i zapach wyraźnie się wyostrza….Spoglądam na jej wymazaną niezmywalnym flamastrem i brudną od piasku buźkę i jeż wiem, że to ONA!. Kupa jest nie tylko w pampersie, ale taż wydobywa się z boków pieluszki. Cholera! no zawsze w tedy, kiedy nie mam nic na zmianę. Pakuję Helkę w wózek i biegniemy rześkim krokiem , sztucznie uśmiechając się do gapiów, którzy się patrzą na moją córkę a może po prostu czują jej zapach! Już miało mi się wyrwać “Co?! to nowe Melissy tak pachną,” Ale nic nie odpowiedziałam, tylko biegiem do domu. Po tej całej przejażdżce, kupa była już wszędzie. Do zlewu z nią!

Uff z kupą uprane, więc można znowu coś zjeść. A to kawałek mięska wypadnie na dywan (świeżo odkurzony),  a to do rączki się przyklei ziarenko ryżu, które zajmie jej uwagę na tyle, że zje resztę i machająca rączką strąci kubek z piciem, a to znowu szamotanina o łyżeczkę, bo przecież w wieku 1 roku i 3 miesięcy jest już tak samodzielna, że chyba ją do pracy poślę!.

Najedzona? Ok, to czas na drzemkę. Godzina 12:30-tulę Helkę, macham, sisiam i kładę przy sobie. Godzina 12:40 Helka wstaje, krzyczy, skacze i gryzie mnie w nos, potem dostaje jeszcze z plaskacza i po 30 minutach takiego znęcania się nad matką, Helka usypia. Nie zdążyła przekręcić się na drugi bok a tu wiercą za ścianą…Na całe szczęście zmęczenie dziecka było większe niż przeszkadzający sąsiedzi. 

Koło 16 wraca reszta drużyny pierścienia. J wyciąga Zośkę z samochodu i się z nią po drodze kłóci, że mamba i lizak to już przesada i nie może go terroryzować takim zachowaniem. Ta…, myślę imprezy ciąg dalszy. “Cześć kochanie co tam w przedszkolu słychać?” “Mamo ja się obraziłam na tatę teraz i nie rozmawiam z Wami…” To żeśmy pogadały…

Czas kąpieli. To chwila wydawać by się mogło błogiego “nic nie robienia” i obserwacji słodko bawiących się dzieci, niestety nic bardziej mylnego. Dwójka dzieci na małej przestrzeni to krótka droga do awantury i tylko czekać na..”Ałaaaa mamo!, a Helena mnie ugryzła i zabrała mi zabawkę. Mamo! a Helena pociągnęła mnie za włosy i ukradła mi kubeczek, ała…mamooooo!!!!” Kiedy pytam się Zosi “dlaczego Helenka ma takie czerwone oczki i bąbelki lecą jej z noska?”, Zosia rezolutnie odpowiada “bo umilam jej włosy” i szczerzy buziaka. “Zosiu a czym?”-pytam, chociaż nie wiem czy chce znać odpowiedz. “A tym…” i wskazuje paluszkiem na mój płyn do higieny intymnej.

Potem jeszcze kolacja i baja i ta długa cisza na którą tak zawsze czekam….Z tym że Zosia, którą usypiam właśnie wtedy najbardziej się rozgaduje i opowiada mi o przedszkolu długo, bardzo długo (Aaaa, ja chce spać!) Tak myślę, ale nie przerywam dziecku w połowie zdania, czekam aż skończy to zdanie wielokrotnie złożone i pójdzie już spać. Po 30 minutach nadeszła ta chwila wyczekiwana przez wszystkie matki i ojców poszła, wreszcie spać. Ja mogę mieć trochę czasu dla siebie, w końcu jest dopiero 20:30 mam jeszcze tyle czasu.. O! napiszę post O! albo poćwiczę troszkę i…albo nie poćwiczę, idę spać… i Taka jest cała prawda o Matce, o kosmetomatce ;)

 Jak wygląda Wasz zwyczajny dzień?, podzielcie się kochane!

Ten teks został wyróżniony w cotygodniowym rankingu najlepszych wpisów rodzicielskich na stronie Mądrzy Rodzice.

madrzy-rodzice-małe logo

 

(Visited 391 times, 1 visits today)
45 komentarzy
0

Napewno też to polubisz !