fbpx

Z życia mamy – czyli z dzieckiem u fryzjera ;)

Napisałam Ja : Ada | Kosmetomama

 

Mama farbuje a dziecko łobuzuje…

Wczoraj wybrałam się do fryzjera z moją 3 miesięczną Helenką, ale oczywiście, choć ma fryzurę dość pokaźną, nie jej głowa była poddawana fryzjerskim zabiegom, lecz moja…..

W związku z brakiem czasu spędzanego w samotności chodzę do fryzjera raz na 2 miesiące ( liczę ten czas długością odrostów w centymetrach) wtedy najczęściej z moimi dziećmi Zosią i Helenką zostaje moja mama i siostra. Bo najczęściej jak mnie nie ma to: jedna biega, druga sika, jedna skacze, druga płacze, więc zawsze na dłuższe wyjścia ściągam dwie osoby- oczywiście „tak na wszelki wypadek”.

Przecież wiecie, że wizyta u fryzjera to nie jakaś tam krótka posiadówka. Lecz błogie, długie siedzenie w bezruchu…z herbatką w ręku, gazetką i ukochaną farbą na włosach. Szum suszarki staje się wtedy muzyką dla moich uszu, ( bo przecież radia słuchać nie można). Oczywiście jak to w świecie Mam bywa nie tym razem dla mnie delektowanie się ciszą i niczym nie robieniem, bo okazało się, że moja fryzjerka wyjeżdża na urlop i „trochę” jej nie będzie. Popatrzyłam w lustro „ no nie na „trochę” nie mogę sobie absolutnie pozwolić”, więc nie myśląc długo wzięłam Helenę pod „pachę” i poszłam do salonu.

W drodze pomyślałam „ trudno, co będzie to będzie, ale kolor musi być!”. Na szczęście już Zośki ze sobą nie musiałam tachać, bo została z tatą i poszli na tańce. Gdy doszłam do fryzjera z Heleną w wózku zaczęłam się zastanawiać, ( bo to mały salon jest) „ gdzie ja do licha postawie ten wózek, aby nie zakłócać ciągu komunikacyjnego?!” Na szczęście moja fryzjerka to pomysłowa kobieta, więc wózek z Heleną wylądował w przejściu między myjką a toaletą. „Uff.. no teraz mogę klapnąć”- jak pomyślałam tak zrobiłam…

Oczywiście ledwo me siedzenie dotknęło fotela a odezwała się córka moja, której przypomniało się, że może teraz „coś” zje- oczywiście to „ coś” to cycuś. Więc tyle sobie posiedziałam…Postanowiłyśmy z fryzjerką, że ja ją przystawię do cycucha a ona nałoży lekką ochronę na mnie i jednocześnie na nią żeby nic nie chlapnęło na wygłodniałą istotę. Helenka doszła do wniosku, że osłonka jest super zabawką, którą można ściągać za każdym razem, kiedy tyko pojawi się na jej główce- jak pomyślała tak zrobiła. Ta jej przefajna zabawa chwile trwała i po kilku próbach poszła spać, wiec farbowałyśmy. „Cudnie!” pomyślałam „nikogo nie ma w salonie oprócz jednej pani, jest cicho, więc ona pośpi ja ją odłożę do wózka i poleniuchuje bez mojej przyczepki”.

Moja euforia trwała przez całe 15 minut, po czym Helenka oczka pyk! i „dzień dobry przecież ja już nie śpię”. Szczęście w nieszczęściu;) bo w tym krótkim czasie udało nam się rozpocząć mycie włosów z farby. Helena nie płakała i zajęła się swoją zabawką, gadała do niej i się śmiała. Znudziło się jej dopiero na podcinaniu moich włosów. Okazało się ze w salonie jest przemiła Pani, która jest skłonna na chwile moje dziecko zabawić i istotnie na chwile się udało. Przy suszeniu Helenka nie wtrzymała i zaczęła mnie nawoływać, bo przecież „ile się można na obcą babę patrzeć?!”. „Dobra wezmę ją na ręce”-pomyślałam, może się uspokoi, i tak było moja mała Pani Prezes rozglądała się po salonie, za ruchami fryzjerki i po kolorowej prasie leżącej przede mną na stole.

No i tyle drogie mamy tak to wyglądało, udało się, ale takiej aktywności w salonie fryzjerskim bez zbędnej konieczności nie polecam J

Miłego dnia…

(Visited 434 times, 1 visits today)
7 komentarzy
1

Napewno też to polubisz !