Czy -umiesz -ratować -życie

Dziś wpis gościnny w wykonaniu Eweliny właścicielki bloga “O Matko Boska”. Zaprosiłam ją do wpisu, bo lubię kobiety, które coś sobą reprezentują i mają coś do powiedzenia. Ona ma ma pasję, którą jest ratownictwo medyczne, ma fajne włosy ;) ale przede wszystkim jest matką i może podzielić się swoimi doświadczeniami z Wami i zemną. Poznajcie ją bliżej.

Ewelina „Celina” Kowalczyk – ratownik medyczny, dziennikarka. Aktualnie związana zawodowo z magazynem medycznym, kierowanym do środowiska lekarskiego. Prywatnie żona i matka. Wiecznie w oparach absurdu, zawsze pod prąd.

O matko boska zdjęcie

Od dziecka chciałam być nauczycielką polskiego. Serio, jak boga kocham – chciałam robić te wszystkie dyktanda, klasówki, sprawdzać eseje i uczyć. W liceum jednak zainteresowałam się biologią, potem medycyną i tak oto (z lamentem matki w tle, bo skreśliłam się z listy studentów UW) zostałam ratownikiem medycznym. Wtedy jeszcze nie sądziłam, że obie te pasje uda mi się kiedyś połączyć.

Kto miał okazję być na mojej stronie ten wie, że humor mam specyficzny i lubię bywać w oparach absurdu. Jeśli do tego dorzucę jeszcze wrodzony chłód i nabyty dystans – wychodzi mieszanka niekoniecznie zjadliwa dla wszystkich. Z uśmiechem wspominam czasy ciąży, gdy byłam jedną z najbardziej nielubianych użytkowniczek forum dla przyszłych mam. Za poglądy i mocno bezpośredni sposób ich wyrażania. Może czas powymądrzać się na swoim?

Blog: O Matko Boska | Fanpage: O Matko Boska 

Ratownictwo czy może umiejętność udzielania pierwszej pomocy  to coś, co daje poczucie bezpieczeństwa. Ok, wiem – kasa też się liczy w życiu, ale wierzcie mi, że radzenie sobie w stanach zagrożenia życia to też całkiem fajna sprawa. Coś mi jednak z tej nauczycielki pozostało, bo bardzo lubię dzielić się swoją wiedzą z tego zakresu. Szczególnie odkąd zostałam matką – chętnie opowiadam o pierwszej pomocy w stanach nagłych u dzieci. Może dlatego, że wiele już mogłam przetestować na swoim, pieruńsko żwawym dzieciaku. On ma trzecie oko w dupie, serio.

Rozmawiając z dzieciatymi znajomymi i prowadząc kursy z zakresu ratownictwa zobaczyłam, jak wielkie jest zapotrzebowanie na takie informacje. Szalenie cieszę się, że mamy na naszej scenie blogowej parę naprawdę godnych polecenia stron. Bardzo merytorycznych, aktualnych, ale niestety przydatnych głównie dla ludzi z branży. Ja proponuję to, o co często pytali mnie rodzice w czasie kursów. I staram się ubrać to w przystępną formę, pigułkę łatwą do przełknięcia nawet dla laików. Opatrzoną moim własnym doświadczeniem – często ratowniczo-rodzicielskim. I żartem. No chyba, że tylko ja się z czegoś śmieję, bo i tak bywa.

Mój syn ma 2 lata i 3 miesiące. Był dwukrotnie hospitalizowany w pierwszym półroczu, raz w stanie ciężkim, drugi raz w stanie zagrożenia życia. Swojego czasu obskoczyłam całą stolicę, żeby go zdiagnozować. Podałam mu już mnóstwo leków, z czego niektóre z powodu błędnie stwierdzonej choroby. Zakrztusił się, spadł z kanapy, fiknął na rowerku, doznał wstrząsu anafilaktycznego, pozdzierał kolana i łokcie. Bezpośrednio ratowałam mu życie raz, z pozytywnym skutkiem. Także dzieje się, Panie, w tym rodzicielstwie, że ho ho!

Ja miałam ten komfort, że w swoje macierzyństwo weszłam wyposażona w wiedzę medyczną, która niejednokrotnie uratowała mnie z opresji. Innym razem też przysporzyła mi dodatkowych zmartwień – bo wiedziałam z czym wiąże się kontrast przewodu pokarmowego lub wykonanie ph-metrii. Patrzyłam personelowi na ręce i zadawałam trudne pytania. Jednak mimo wszystko polecam i gorąco zachęcam  rodziców do udziału  w kursach pierwszej pomocy. Praktyka czyni mistrza. „Mądry Polak po szkodzie” – może w tym wypadku zbyt wiele kosztować.

Mądra rada na zakończenie? Powietrze wchodzi i wychodzi, krew zasuwa w kółko. Jakiekolwiek odstępstwo jest niedobre.

(Visited 262 times, 1 visits today)