“O Boże” będę tatą! Czyli czego mi nie powiedzieli.

Dochodzi północ. Budzę się choć godzinę wcześniej zasnąłem, bo składałem do późna łóżeczko. Ada krąży po salonie z telefonem przy uchu. Pyta o wodę. O co chodzi ? Zalało nas ? O cholera – nie o wodę a o wody, odeszły jej wody! Rozmawia z położną. Ok. Uspokaja mnie. Cholera, ale stres. Dziś na świat przyjdzie moje dziecko.

Boże czy ja się nadaję na tatę ? Czy ja sobie poradzę ? Sam nie byłem aniołkiem i na samą myśl co mogę przekazać w genach trzęsą mi się nogi. Boże a moja żona – ona to dopiero dała do wiwatu rodzicom. W sumie dwa minusy dają plus, to może jakoś się uda. Dobra mam dwóch starszych braci. Przeżyłem, to i z dzieckiem dam radę. Ale zaraz – ja nie chcę dać rady – ja chcę być najlepszym tatą na ziemi.

Czekanie – poród naturalny . Muszę pochwalić moją żonę, bo jak ja bym wymiotował przez całą ciążę i jeszcze na 30 min przed porodem, to dawno bym ze sobą skończył.

Czekam. Trzy razy już chciałem zabić anestezjologa, bo trwa to już 11 h. Zaczyna się. Jestem na sali. Żona miażdży mi rękę bo za wszelką cenę chce mnie za nią trzymać. Dam radę. Nawarzyłem – to wytrzymam. Jest główka, ciało i … uff płacze. Zwykle mdleję na widok kropli krwi, ale nie dziś. Dziś jestem bohaterem. No dobra żona też – troszeczkę.

Boże jaka mała – trzy tygodnie przed terminem. Przecinam pępowinę, ważenie, mierzenie, punkty i … zaraz, zaraz. Dlaczego lekarz wpisał, że urodziła się trzy dni temu jak nie ma jeszcze 5 minut.

Wołam go. Wraca poprawia wpis i rzuca klepiąc mnie po ramieniu – dopiero się Zosia urodziła a już miesza mężczyznom w głowach – gratuluję. Acha Dzięki.  To się zaczęło! W myślach zastanawiam się gdzie tę wieżę postawię żeby ją tam zamknąć.

Pomarszczona, malutka, drobniutka z czupryną, której nie jeden łysy by jej pozazdrościł, ale moja. Moja córka – Zofia. Wyczekiwana, utęskniona, ale … dlaczego tak ciągle płacze. Ja wiem, nie mam mleka w piersiach, ale to ja Ciebie stworzyłem więc mogłabyś okazać szacunek swojemu protoplaście ;)

Pierwsze 6 mc jest dla mnie huśtawką nastrojów. Wymiana pampersów, kolki, brak snu i kontaktu jaki sobie wyobrażałem. Gdzie to cudowne ojcostwo?Na szczęście nadzieja umiera ostatnia.

Pierwsze kontakty, uśmiechy, pierwsze kroki. Czas wsiadł w Pendolino i wrzucił kolejny bieg. Pierwsze jedzenie piasku na plaży, pierwsze zęby, słowa. Pierwsze świadome całusy i pierwsze “Kocham Cię Tatuś”. Tak to jest ten czas na który czekałem dwa lata. To jest ten czas dla którego tata stara się od pierwszych dni. Kąpać, przewijać, nosić, usypiać, wychodzić na spacery i czekać na każdy gest, znak na cokolwiek, że prócz mamy jest też tata, tak samo ważny i potrzebny.

Dziś Zosia ma 4 lata. Przeszliśmy razem przez naukę pływania, naukę jazdy na nartach, wakacje, ale i pierwsze wizyty w szpitalu, obrażanie się czy krzyczenie „Nie lubi cię i nie zaproszę na swoje urodziny”.  Nasze relacje ewoluują. Wychowanie to mega trudna i odpowiedzialna praca. Boże! Jak moi rodzice przeżyli wyczyny moje i moich dwóch starszych braci ? Nie wiem.

W między czasie pojawiła się druga córka Helena. Obserwuję cud dorastania, gdy 18 miesięczna Helena, która potrafi sklecić dwa słowa na krzyż woła „tatuń kupa” i łapiąc mnie za rękę prowadzi do toalety żeby zdjąć jej pampersa i posadzić na sedesie. Niesamowite!

Uczę się ich każdego dnia. Cierpliwości, wrażliwości, pokory.

My rodzice tak szybko zapominamy, że też byliśmy dziećmi, że też krzyczeliśmy, rozlewaliśmy, brudziliśmy czasem przypadkowo a czasem specjalnie dla zabawy. Nas też interesowało jak szybko kanapka pokona drogę z talerza na podłogę  i czy spadnie masłem do góry czy do dołu nie wspominając już o okresie” paint on the wall”  a właściwie „paint on everywhere”.

Rodzicielstwo to piękna choć trudna i czasami niebezpieczna przygoda, ale ja nie mogę się już doczekać jej kolejnych rozdziałów.

Pozdrawiam Tata Zosi i Helki.

(Visited 1 088 times, 1 visits today)