fbpx

Facet który bije, bić będzie zawsze. A Twoje dziecko będzie tylko następnym powodem.

Napisałam Ja : Ada | Kosmetomama
przemoc -w- rodzinie

“Nie bij mnie, przestań!”. Wymawiała te słowa równie często jak co wieczorny pacierz. Równie często też siadała na ławce w parku w dużych przeciwsłonecznych okularach, z nadzieją, że nikt jej nie rozpozna. Jednak wiedział tu każdy. Wieś ta była znana z tego, że wszyscy, wszystko o sobie wiedzieli. Siedząc na ławeczce mówiła koleżance ze łzami w oczach “Nie martw się, on się zmieni, jak się urodzi Matylda. “.  “On się nie zmieni”  powtarzała jej koleżanka, jedna z ostatnich z którą jeszcze mogła kolegować się Hania.

 

“Nie bij mnie, przestań” .I znowu, “ławeczka płaczu” jak to zwykła mawiać na to miejsce i znowu ta sama koleżanka. “Tym razem obiecał, że się zmieni, przeprosił, ładnie mnie przeprosił, nawet powiedział, że kocha Matyldę. Powiedział, że po ślubie wszystko się zmieni.” Koleżanka Hani wiedziała, że nic się nie zmieni. Bił ją od zawsze jak tylko sobie popił z kolegami. Nie miała już siły jej tego powtarzać, nie docierało do niej nic, żaden argument i ten sensowny w którym poruszała kwestie nienarodzonego jeszcze dziecka i te mniej istotne, z punktu widzenia Hani o szpecących ją siniakach na twarzy.

W dzień ślubu wyglądała pięknie, chociaż duży brzuszek już był zarysowany na wymarzonej ślubnej sukience. Suknia miała dużo falbanek i była śnieżno biała. Kupiła ją za swoje oszczędności od kuzynki, która brała ślub pół roku wcześniej. Rodzice też się trochę dołożyli. Włosy czesała jaj koleżanka, ta od “ławeczki płaczu”. Malowała się sama, była  mistrzynią makijażu. Musiała, w końcu tyle razy obrywała po twarzy. Dzisiaj natomiast, pierwszy raz od długiego czasu nie musiała niczego kamuflować, tryskała radością, bo On obiecał, że nie uderzy i słowa dotrzymał. To napawało ją optymizmem i nadzieją na lepszą wspólną przyszłość.

Wesele trwało. Pierwszy taniec i jej sukienka z falbanami wirowała na parkiecie. Ona tańczyła, a On pił. Gości było coraz mniej, już w końcu 3 w nocy. Duży brzuszek dawał o sobie znać, troszkę ciążył, po tylu godzinach na nogach. Już prawie wszyscy się rozeszli, został tylko On i świadek i jeszcze jakiś mężczyzna którego nie znała. Głośno się śmiali i dobrze bawili. Podeszła, trochę nieśmiało, bo nie miała w zwyczaju przeszkadzać mu jak pił. Prawdę mówiąc troszkę się bała, ale w głowie powtarzała”obiecał, obiecał, że już  mnie nie uderzy”. Idę spać, dołączysz mężu?”.Spojrzał na nią tak jak nie lubiła gdy patrzył. W jego oczach czaił się gniew, który mieszał się z odrazą i pogardą. Lekko się spłoszyła, uśmiechnęła tylko i szybko odeszła, nie czekała na jego odpowiedz.

Weszła do “pokoju nowożeńców”, niezgrabnie rozpięła swoją wymarzoną sukienkę, rozpuściła już potargane od tańca włosy, stanęła przed lustrem. Bardzo podobał jej się ten widok, w odbiciu lustra, bez siniaków na twarzy. Zmyła makijaż i położyła się spać. Po 2 godzinach przyszedł On, właściwie nie przyszedł, został przyprowadzony przez kompanów od kieliszka. Rzucili go na łóżko, coś jeszcze przeklinali i wyszli. Ulżyło jej, że nie może się podnieś i że chrapie, bo w przeciwnym razie mogłoby mu się nie spodobać, że Ona już śpi bez niego.

Rano wstał na kacu. Zaspany, śmierdziało od niego jeszcze alkoholem. Ona nienawidziła tego zapachu, kojarzył jej się on bowiem to ze strachem. Poprawiny i znowu alkohol. Już jako mężatka starała się zachowywać poważnie, jak na żonę, przystało. “Proszę mężu może już wystarczy?” Znowu spojrzał na nią TYM spojrzeniem, odpuściła. Goście się rozeszli, a Hania została. Tego dnia jednak mąż oprócz spojrzenia wymierzył jej jeszcze dwa ciosy w twarz, argumentując, że to za te jej pytania  ” Żebyś sobie nie myślała, że teraz po ślubie to wszystko ci wolno“skwitował.

Chwile później odeszły jej wody. Pewnie z nerwów, a może przez te uderzenia? Bała się tylko czy to już pora w której Matylda miała wyjść na świat. W obecnej sytuacji, wolałaby, aby została w środku niej jak najdłużej. “Odeszły mi wody”. Na początku nie zorientował się o co jej chodzi, czekał na jej następny ruch, tym razem z podniesioną pięścią. Otrzeźwiał natychmiast, gdy powiedziała, że rodzi. Po mimo pulsującego jeszcze w żyłach alkoholu, zaprowadził żonę do rozklekotanego i śmierdzącego rozlanym piwem samochodu i pojechali.

W czasie kilkunastogodzinnego porodu wielokrotnie zarzekał się, że jej nie uderzy, “już nigdy“, mówił. Uwierzyła, znowu. Ponoć wiara czyni cuda. Wreszcie przyszła na świat, malusieńka, drobniusieńka, bo w 36 tygodniu urodzona, dziewczynka. Przytuliła ją do siebie. “Cześć Matylda jestem twoją mamą, a to…” zawahała się chwilę “To jest twój tata”.

Matylda już dobrze chodziła, miała już prawie 2 latka. On dotrzymał obietnicy, nie uderzył ją przez ten czas, całe 2 lata, nie mogła w to uwierzyć, myślała “zmienił się, naprawdę się zmienił“. Nie musiała kamuflować niczego na twarzy, mogła sobie zrobić makijaż, ale taki dla upiększenia urody, a nie dla ukrycia siniaków. Urodziny Matyldy były dla Hani dniem szczególnym. Wszystko zaplanowała. Tort i świeczki, prezent i baloniki. Nawet On miał wrócić wcześniej z pracy. Czekały i czekały. Wrócił, 4 godziny po ustalonej godzinie spotkania. Pijany i agresywny jak zawsze w tym stanie. “Co?, opijałem urodziny mojej małej córeczki!” powiedział ciut za głośno i ciut za agresywnie. Mała Matylda ze strachu się popłakała i schowała za nogi mamy. “Czego płaczesz!?” ,jego głos jeszcze bardziej zmienił tembr. “Chowasz się przed tatusiem?, czekaj ja ci dam powód do płaczu”. Zamachną się, z gniewem w oczach i z dłonią ściśniętą w pięść. Na jego drodze stanęła jednak Ona. Cios przygotowany dla córki obił się o jej twarz. W tym momencie wiedziała, że zrobił to po raz ostatni.

Skąd tak pewność? Bo wreszcie znalazła siłę i motywacje żeby od niego odejść, Dziecko. ONO NIE JEST LEKIEM NA CAŁE ZŁO. Bije? to będzie bił nadal, nie zmieni się, nie odpuści, nic go nie powstrzyma, nic – nawet dziecko. Uwierz mi, byłam świadkiem siniaków koleżanki. Ponoć przemoc psychiczna boli bardziej niż fizyczna, bo ciało się leczy a dusza nie.

Ale czy gdy bije, to nie zostawia rysy na duszy?

Hania to wymyślona postać. Tak jak bijący ją mąż i mała Matylda, ale strach, ból i przerażenie jest prawdziwe. Wokół Ciebie może być osoba, która jest w podobnej sytuacji, a może Ty w niej jesteś? Uwięziona z oprawcą pod jednym dachem? Nie zastanawiaj się. Znalazłam telefon, który może uratować Cię przed następnym ciosem:

Kryzysowy Telefon Zaufania 116 123

 

To tu możesz dzwonić, to od tego możesz zacząć nowe, lepsze życie.

A gdy poznasz mężczyznę, On podniesie rękę, ale tylko po to, aby odsunąć ci włosy z twarzy i ucałować policzek.

Czy takie życie nie było by piękne?

Ten tekst został wyróżniony w cotygodniowym rankingu najlepszych tekstów rodzicielskich na stronie Mądrzy Rodzice 

madrzy-rodzice-małe logo

(Visited 417 times, 1 visits today)
6 komentarzy
0

Napewno też to polubisz !