Starsze dziecko przy porodzie? Nie dziękuję!

Ada - 20 stycznia 2016
Starsze-dziecko-przy-porodzie

W Polsce nie ma zwyczaju porodu “tak bardzo rodzinnego” z dziećmi w tle. Większość szpitali zgadza się jedynie na obecność jednej osoby. Jest to najcześciej ojciec dziecka, czasem przyjaciółka, mama lub Dula ( kobieta, która wspiera rodzące kobiety w czasie porodu). Dzieci są bardzo rzadkim widokiem na sali porodowej ze względu na wewnętrzne procedury szpitali i przekonania samych rodziców.

Rodziny w USA natomiast preferują bardziej rodzinne porody. Ojciec przy porodzie to standard, a często jest tam więcej członków rodziny, babcie, ciocie itp. Niektóre szpitale w USA zgadzają się także na obecność starszego dziecka lub nawet dzieci przy porodzie. Amerykanki też znacznie częściej niż Polki rodzą w domach, gdzie obecność starszego rodzeństwa jest stałą praktyką.

Czy jest to dobre dla starszego dziecka?

 

Zdania rodziców, którzy zdecydowali się na poród w “pełnym składzie” są podzielone, w zależności od samych wydarzeń związanych z porodem. Rodzice i dzieci, które były świadkiem porodu przebiegającego w spokojny sposób, bez komplikacji, uważają że była to dobra decyzja. Niektórzy rodzice, którzy zdecydowali się na poród z dziećmi, mówią że nie była to dobra decyzja, ze względu na intensywność doznań, nieprzewidziany przebieg porodu i zachowania samej rodzącej.

Psycholodzy uważają, że gdy starsze rodzeństwo uczestniczy przy porodzie swojego brata czy siostry jest potem bardziej z nim związane, ale podkreślają że wszystko jest kwestia charakteru dziecka i samego przebiegu porodu, oraz przygotowania dziecka do tego, co może się podczas porodu wydarzyć. Psycholodzy mówią także, że podczas porodu, jeśli już się na to decydujemy powinno być obecne starsze dziecko nie młodsze, bo można  je w jakiś sposób przygotować na sam poród np rozmową lub filmem. Młodsze dzieci mogą odebrać poród różnie, może być to dla nich za bardzo intensywne przeżycie, albo nawet trauma.

Czy wzięłabym Zosie na poród?

 

Absolutnie nie! Z kilku względów. Po pierwszym porodzie zdałam sobie sprawę, że poród rządzi się swoim własnym prawami i nigdy nie da się niczego przewidzieć. Nie wyobrażam sobie mojej Zosi, siedzącej spokojnie w sali porodowej bawiącą się lalką, gdy jej mam wije się z bólu, trzęsie i krzyczy. W oczach mojej Zosi, byłaby to bardzo niepokojące, a nie dałoby się jej wytłumaczyć, że mamusia właśnie rodzi siostrzyczkę i że to jest najpiękniejszy dzień w jej życiu. Dzieci nie są głupie, a ja napewno w trakcie porodu nie byłabym w stanie z nią na ten temat porozmawiać.

Gdy rodziłam marzyłam tylko o tym żeby przestać rodzić. Myślałam sobie “Pierdziele, wciągam i nie rodzę” tylko w mniej cenzuralny sposób. Człowiek gdy go coś boli, nie myśli racjonalnie, myśli tylko o tym żeby wreszcie boleć przestało. A podczas porodu ta właśnie myśl przeplata się z tą “kiedy wreszcie urodzę?“. Gdy rodziłam, nie interesowało mnie nic innego. Ściskałam męża za rękę, po to by trochę sobie ulżyć, i żeby on trochę tego bólu ode mnie zabrał, trochę go poczuł.

Szczerze, podejrzewam, że obecność mojej córki, bardzo by mnie denerwowała i stresowała. Wyobrażam sobie jej pytania “Mam o się dzieje?” “Mamo, boli cię?””Mamo kiedy wreszcie zobaczę siostrzyczkę?” i jej prośby “Momo chcę siusiu” Mamo chce mi się jeść”” Mamo chce mi się pić”  Byłabym wtedy złą matką, bo podejrzewam , że w tym bólu mogłabym na nią po prostu krzyczeć.

Były by jej łzy i moje wyrzuty sumienia. Poza tym podejrzewam, że Zosi przy swojej wrażliwości mogłaby wyjść ze szpitala przekonana, że dziecka nie urodzi, nigdy! Ona już teraz mówi, że nie będzie miała dzieci (co mnie martwi), bo nie chce iść do szpitala. A gdybym tak rodziła w domu? I dzieci bawiłyby się w swoich pokojach? Może by mnie nie widziały, ale słyszały i tego też chciałabym im oszczędzić, bo rodząc Helke darłam się na cały szpital. Wolałabym, aby nowe rodzeństwo nie kojarzyło się dziecku z cierpieniem mamy.

Są na tym świecie jednak takie szczęściary, zazdroszczę! Które rodzą swoje dzieci w 30 minut, bez bólu! To się dopiero nazywa poród fizjologiczny, a nie kilku a nawet kilkunasto godzinne tortury. Bo jak inaczej można nazwać tą nieodpartą chęć skończenia ze swoim żywotem?, krzyczenie na wszystkich w około? i grożenie mężowi śmiercią? oraz ciche chlipanie do poduszki z modlitwa na ustach?. No jak nic tortury ;)

Potem przychodzi czas, gdy dziecko wreszcie, wychodzi na ten świat, a ty jako matka jesteś szczęśliwa, że wreszcie masz go na rękach i że wreszcie przestało cię boleć. Potem jeszcze tylko 6 tygodni połogu i do 18-stki dzieci i znowu jest dobrze ;)  żarcik.

Dobrze jest już jak urodzisz. Myślę, że to jest dobry moment na zaproszenie starszego rodzeństwa do sali i poznanie brata lub siostry. Nie jest to jednak często praktykowane, ze względu na choroby od dziecięce, które może “złapać” noworodek od starszaka.  Ja jednak będąc w takiej sytuacji, chętnie zaprosiłabym starszą córkę, by przywitała tą młodszą i nie musiała na jej poznanie czekać 3 dni.

Jak Wy wspominacie swoje porody? Czy ze względu na ich całokształt zdecydowałybyście się na to, aby Wasze starsze dziecko brało w nim udział?

ada podpis mały

(Visited 552 times, 1 visits today)