fbpx

Jak zgubiłam dziecko w Zoo…

Napisałam Ja : Ada | Kosmetomama
Do zoo z maluchami wybrałyśmy się we dwie, ja i moja przyjaciółka Paula. Ja przyjechałam samochodem i zaparkowałam prawie że kilometr od zoo, a Ona poszła na łatwiznę i przyjechała tramwajem. Bo kto wie ile czasu trzeba spędzić aby znaleść miejsce parkingowe przed Warszawskim Zoo, ten nigdy nie powie, że samochodem jest łatwiej. O dziwo spotkałyśmy się o tym samym czasie. Kupiłyśmy bilety dla siebie, dzieciaki nasze jeszcze załapały się na wejście bez płacenia (do 3 r.ż), przekroczyły “bramki” biletowe i sssrrruuuu….. I tyle je widziałyśmy, czasem jeszcze migała nam a to żółta bluzka Zośki, a to niebieskie crocs-y Kuby. Czasem też działałyśmy na zasadzie ultradźwięków “O słyszysz ,słychać Kubę! O tam pobiegły!”. Dzieciom zupełnie w tej naszej wycieczce do Zoo zwierzęta nie przeszkadzały. Postanowiłyśmy nawet pokazać im kilka okazów: słonie, małpki i żyrafy, wabiąc je lodem o smaku gumy i gofrem. Wiem, że nie wychowawcze, ale byłyśmy w desperacji.

Lody, Zosia i Kuba
Potem przyszedł czas na plac zabaw ledwo wbiegły a już ich szukałyśmy, po chwili okazało się, że stoją w kolejce, stoją w kolejce jako pierwsze, że stoją w kolejce jako pierwsze do ciuchci i krzyczą! “Mama daj 5 złotych” zanim ciocia Paula dobiegła dzieciaki już siedziały a “Pan od kolejki” już czekał z wyciągniętą ręką “Piąteczkę od łebka poproszę”
Dzieciaki szczęśliwe, naładowanie mega dawką glukozy, biegające w koło. Nagle widzę, że nie widzę! Mojej Zośki! Wpadam w panikę już w głowie mieszają mi się myśli. “Boże! już jej nigdy nie zobaczę!”” Ale zaraz dostanie w dupsko!”” Jezu a jak ją już wynieśli i sprzedadzą na organy!” No nie jak ją dorwę to strzępy zostaną!“.Takie myśli kołaczą się w głowie  matki, która nie widzi swojego dziecka – nigdzie! Wszystko trwało bardzo krótko, może 5 minut, ale matka w tym czasie myśli jak kobieta z filmu “Lucy” staje się nadczłowiekiem! Wykorzystuje 120% swojego mózgu, myśli o wszystkich ewentualnościach i rozwiązaniach na raz.Nagle moje dziecko się wyłania z placu zabaw, z drugiej strony, zawołałam ją do siebie cała spocona i zdenerwowana.Ona w ogóle nie była świadoma mojej wewnętrznej tragedii, podeszła i powiedziała
 -“Co mamo”,
-“Jak to co?! Ja tu prawie umarłam ze strachu, zniknęłaś mi z oczu ! Nigdy więcej się nie oddalaj bez mojej zgody, nigdy! Musze wiedzieć gdzie jesteś,. Podejdź do mnie i  powiedz że zmieniasz miejsce zabawy następnym razem, bo jak byś się zgubiła to bardzo bym płakała i byłoby mi bardzo smutno, bo mogłabym cie już więcej nie zobaczyć”
Powiem wam szczerze, że nie wiem czy dotarło, na pewno była potem bardziej uważna, ciekawe na jak długo?!
Koniec wycieczki to karmienie osiołka w mini Zoo i wkładanie palca (wbrew zakazom) do kaczek i ptaszków. Kupiłyśmy jeszcze jaszczurki, nie, nie prawdziwe, sztuczne w sklepie który pomaga zwierzętom. Musiały być identyczne i kupione w tym samym czasie, aby zapobiec awanturze. Jaszczurki były fajne przez moment, Zosia machała jaszczurką w lewo i w prawo, i w oko i w głowę Kuby i swoją. Kubuś natomiast doszedł do wniosku, że nie będzie brał udziału w tej wyraźnie podpuszczalskiej zagrywce, więc oddał jaszczurkę mamie i poprosił o “jeśśśćććć”. Siedziały i jadły my plotkowałyśmy przez całe 5 minut (przyznajcie że to długo ). Potem był jeszcze balon “Mamo chce ten z helo kitty”. W sumie 100 zł prawie poszło na poznawanie przyrody ;)
Ciocia się porządnie nabiegała za naszymi dzieciaczkami! A gdzie ja byłam? O no tak, nie wspomniałam, że była z nam jeszcze moja młodsza (6 miesięczna) córcia Helenka, która ni jak nie wyobrażała sobie leżenia w wózku i musiała być Wać Panna unoszona nad trawnikiem na maminych rękach. Nie wiem jak tam Wy radzicie sobie ze zbyt małą liczbą rodziców w stosunku do dzieci, ale my pogrążone byłyśmy w niewielkim chaosie….
(Visited 112 times, 1 visits today)
8 komentarzy
0

Napewno też to polubisz !