Niezniszczalny. O tym, że złą diagnozę może usłyszeć każdy z nas.

Tata to niezwykły super bohater. Dla córki  to pierwszy mężczyzna, którego kocha. Dla syna wielki autorytet w sporcie, majsterkowaniu i pierwszych poważnych lub mniej poważnych kontaktach  z dziewczynami.

 

Mojego tatę z tamtego beztroskiego czasu wspominam na dwojaki sposób. Wtedy gdy nie pracował i był zawsze dla mnie i dla siostry. Czytał i wymyślał bajki. Pozwalał robić z siebie konia na którym siedziałyśmy i jeździłyśmy po niewielkim pokoju. Był moim kamerzystą w czasie udawanych reklam proszku do prania i szamponów do mycia włosów. Gdy był, to zawsze na 100%.

Ale gdy go nie było wszystkim zajmowała się mama. Po mimo jej wkładu w zapełnienie nam czasu i tak odczuwałam pustkę. Chociaż pewnie jako dziecko nie umiałam jeszcze nazwać tego uczucia. Pamiętam jednak, że bez taty zawsze czegoś brakowało. Nie lubiłam jak pracował do późna. Na dwie zmiany, bez odpoczynku, w ciągłej trasie.

Pracował tak, aż któregoś wieczoru złapał go potężny ból w klatce piersiowej. Nie miał pojęcia, że to zawał. Gdy mama zadzwoniła po karetkę, medycy też tego nie wiedzieli. Tata przesiedział na SOR-ze w kolejce przez następne 3 godziny. Było o krok od tragedii. W sumie 2 miesiące w szpitalu. Wszytko jednak dobrze się skończyło, bo kiedyś profesjonalnie uprawiał pływanie i dzięki temu miał mocne serce jak na swoje 29 lat.

Wtedy myślałam, że jest niezniszczalny. 

10 lat później zjeżdżając z moją siostrą na sankach z wysokiej góry złamał nogę. Była potrzebna operacja, śruby i szyny.  I 2 miesiące w szpitalu. Po tym czasie jeszcze 4 miesiące chodził o kulach. Śruby i szyny ma do dziś i brzęczy czasem na wykrywaczach metali.

Wtedy myślałam, że jest niezniszczalny.

Rok 2015. Diagnoza na podstawie badań krwi. Lekarz bez obejrzenia pacjenta, gadania i tłumaczenia wyjmuję “Kartę onkologiczną”. Swoim koślawym pismem stawia diagnozę. Zamyka kartę, oddaje i wychodzi. Tata ją otwiera, czyta i zastanawia się najpierw co tam jest napisane a potem co ma dalej zrobić. Na karcie pochyłym pismem jest napisane: “nowotwór złośliwy prostaty”. To brzmi jak wyrok. Tata nikomu nic nie mówi. Mama przez przypadek robiąc porządek na biurku przegląda świstki i w oczy rzucają się jej te słowa “nowotwór złośliwy….”. Łzy leją się jej po policzkach strumieniami.

Dodatkowe badania i kolejna diagnoza trochę zmniejszają strach. Druga diagnoza daje nadzieje. “To na 90% stan zapalny“. Tona lekarstw i czekamy….

Teraz już wiem, że nie jest niezniszczalny.

Chcesz wiedzieć jak skończy się ta opowieść? Ja też, bo to co pisze właśnie się dzieje. To teraźniejszość. To moja teraźniejszość. Jestem przerażona, bo zawsze zostaje ta niepewność. Te cholerne 10% niewiadomego. Dopóki nie będzie można powtórzyć badań czas nagle zwalnia,  życie się przewartościowuje.

Tato! Bracie! Dziadku!Wujku! Nie jesteście niezniszczalni! Wiem, że tak się przyjęło, że mężczyzna się nie bada, że go to nie dotyczy. Że jak się słyszy o nowotworach, to są to nowotwory macicy albo piersi. Bo tylko o tym się mówi. A że mężczyzna takowych narządów nie posiada, to znaczy tylko tyle, że na raka czy nowotwór nie umiera. Bo przecież nie ma żadnych głośnych kampanii informacyjnych, w związku z tym nie grozi im ta cholerna choroba, są niezniszczalni. 

Ani nie ma marszy różowych wstążeczek dotyczących raka prostaty, gdzie tłum panów z balonami – no dobra poniosła mnie wyobraźnia. Gdzie tłum panów kroczy dumnie z flagami na których widnieją  hasła “Badam się!” “Dzień walki z nowotworem prostaty”.

Tato! Mężu!Baracie!Wujku!Dziadku! Badajcie się dla tych swoich bab! Dla wnuczek, dla żon, dla córek. Ja wiem, że jeśli sami nie będziecie chcieli to nie pójdziecie. Wiem, bo kilka miesięcy temu poprosiłam i mojego tatę o to, aby sobie zrobił badania, ale nie poszedł bo uwierzył, że jest niezniszczalny. Tak jak ja kiedyś wierzyłam.

Panowie nie ma co się bać. Badanie PSA (antygen gruczołu krokowego  – marker nowotworowy) jest badaniem bezbolesnym z krwi – no chyba że ktoś mdleje na widok strzykawki. Na jego podstawie można stwierdzić czy nie ma się o co martwić, czy też trzeba zasięgnąć dalszej diagnozy lekarskiej. Tak własnie mój tata dowiedział się, że coś jest nie tak. Poszedł zbadać krew z PSA.

Dlatego wieżę w to, że sam pójdziesz. Zbadaj się chłopie, bo baba ci tego nie daruje! Powiem ci chłopie, że żaden “prostamol uno”, due czy tre nie pomoże, gdy będziesz chory. Zbadaj się! Żeby nie miała ta baba pretensji i żalu. Zbadaj się dla tych których kochasz.  Nie bądź niezniszczalny, bo się nie da! Ale bądź zdrowy i długowieczny!

(Visited 481 times, 1 visits today)