fbpx

Matka jest jak MacGyver. Potrafi stworzyć coś z niczego.

Napisałam Ja : Ada | Kosmetomama

Godzina 8:30, wtorek. Dzień taki jak zwykle. Pośpiech, zamieszanie i ogólne szaleństwo. Jak to przy dwójce wychodzących z domu dzieci jest. Bo przecież my dorośli ciągle gdzieś się spieszymy, a dzieci zawsze maja dużo czasu, zawsze. “Mamy czas” Powtarzałam sobie prawie godzinę przed podwójną kontrolną wizytą do kardiologa. Planowaną i dokładnie zaznaczona miesiąc wcześniej w kalendarzu. Niby mamy czas, niby. Bo wizyta jest na 9:15. A tu dzieci robią wszystko żeby na nią nie zdążyć i jeszcze te cholerne korki!

 

Dzieci po 20 minutach drogi w fotelikach samochodowych zaczynają się kręcić. Ja zaczynam panikować, bo nagle czas się kurczy, jakoś tak dopiero to zauważyłam.Pod wpływem stresu chyba?. Babcia na fotelu pasażera zabawia dzieci. Ja obmyślam plan! W końcu plan zawsze przy dwójce dzieci jest wskazany. Lepszy lub gorszy ,ale powinien być. Jadąc samochodem wpadłam na pomysł i przedstawiam go zainteresowanym. “Dziewczynki ja parkuje i biorę was pod pachę i biegniemy! Babcia w tym czasie łapie, to co nam powypadało w biegu” Zosi ten plan się najwyraźniej nie spodobał i postanowiła wtrącić swoje “trzy grosze”. “Mamo nie chcę pod pachę. Ja chce za rączkę !” Mówi Zosia w tej sytuacji zmieszana nie wstrząśnięta. Co mi pozostało? Mówię do siebie. Przyciesz nie wezmę ją na siłę?! Obwieszczam jej więc “Dobrze, za rączkę, będziemy szybko szły”.

Po opracowaniu planu, pozostaje mi tylko cieszenie się swoim błyskotliwym umysłem. Zostaje w tym miłych samo-chwalącym-się stanie, do pewnego czasu. Nagle i nieoczekiwanie w samochodzie zapachniało…kupą. Rozglądam się po samochodzie i szukam winnych i w tej właśnie chwili uświadamiam sobie, że przez to całe zamieszanie nie wzięłam ANI JEDNEGO pampersa. Helka zapiera się, że kupy nie ma. I wierze jej na słowo. Chcę wierzyć, muszę! Kupy nie było w planach! Chwilę pózniej jednak zmienia zdanie i  krzyczy “Kupa, jest kupa”.O nie, myślę sobie. Mój genialny plan właśnie runął w kupie gruzu.

Patrzę na zegarek 8:50 i szybko zmieniam plan, już doszczętnie spocona i wykończona. A jeszcze czekało mnie najgorsze, wizyta u lekarza. Mowię więc “Mamo, Ty idziesz do sklepu kupić pampersy, a ja lecę do rejestracji i na wizytę do lekarza. Zobaczymy, może zdążysz kupić pieluchę i wymienić kupę przed wizytą”. Plan obmyślony, genialny doprawdy. Parkujemy.Wysiadamy. Zaczynam rutynowe obwąchiwanie i palpacyjny test mojego szanownego dziecka i skacze z radości, na wieść, że kupy jednak nie ma! A moja córcia to taki żartowniś jest! Teraz już spokojnie możemy iść na wizytę. Spokojnie jak spokojnie. Dość żywiołowo Helka przebiera małymi nóżkami. Wizyta się skończyła. Na szczęście, dziewczynki były grzeczne, o dziwo ;) Po dość długiej wizycie, wszyscy idziemy na obiecane lody do Maka. To pewnie one odniosły tak spektakularny sukces, jak to mówi ewa Chodakowska.

W trakcie jedzenia lodów coś znowu wisiało w powietrzu. I to nie był zapach wiosny, to była ona, kupa Heleny! Tak, teraz na poważnie trzeba było się zastanawiać ,bo jak matka pampersa nie weźmie, to dziecko napewno się zesra, to jest pewne jak w banku! A ja głupia myślałam że się uda. Helka zostaje w Maku z babcią, a ja z Zosią idziemy na poszukiwania pieluszek. Myślałam sobie “Spoko, duży bazarek i sklep spożywczy, w pierwszym lepszym kupie pieluchy, jakiekolwiek, byle coś na tą małą, zasrutana dupeczkę włożyć, co by tyłek nie odpadł”.

Chodziłam po sklepikach i bazarowych stoiskach. Było tam wszystko od spinaczy do papiery, po przez Pana sprzedającego płyn do dywanów, a kończywszy na podpaskach. Tylko pieluch nigdzie nie mogłam znaleść. Było mi w to trudno uwierzyć. Wręcz byłam zszokowana i wkurzona , że moje dziecko zesrało się właśnie teraz i tu, gdzie pampers jest towarem deficytowym. Ale wiecie jak jest, matka znajdzie sposób. Niczym MacGyver potrafi stworzyć coś z niczego. Wróciłam do Maka z wiszącą przy boku białą foliową torebką. “I co kupiłaś?”, pyta babcia. “Tak, ale nie pieluszki”, mówię i wyciągam z torebki paczkę podpasek. Wzięłam śmierdzącą Helkę pod pachę i poszłam do toalety. Wtryniłam tyłek Helki do zlewu i założyłam podpaskę. Na dojechanie do domu starczyło.

Jaki jest morał tej historii i jednocześnie przykazania? Matka musi mieć przy sobie wszystko! Jeśli nie zabierzesz ze sobą pampersów, to dziecko napewno się zesra. Jeśli nie weźmiesz ubrania na zmianę, to napewno się zaleje. Jeśli nie weźmiesz ze sobą picia lub jedzenia, napewno natychmiast będzie umierało z głodu lub z pragnienia.

Ok, drogiem mamy, teraz Wasza kolej. Opowiadajcie jak tam z Waszymi dziećmi bywa?

ada podpis mały

(Visited 343 times, 1 visits today)
6 komentarzy
0

Napewno też to polubisz !