fbpx

Być matką w teorii i praktyce

Napisałam Ja : Ada | Kosmetomama
być matką w teorii i praktyce

Zawsze chciałam mieć córkę, zawsze. Kiedy okazało się, że będę ją miała skakałam wysoko ( tyle ile w ciąży można się unieść nad ziemię). Moja wyobraźnia szybowała wysoko w powietrze i podsuwała mi wyidealizowane obrazki mojej ciąży i bycia matką.

 

Teoria

W przed zajściem w ciąży zastanawiałam się jak to będzie. Miałam plany, że będę pracowałam do ostatniego dnia porodu i będę się dobrze czuła. Będę chodziła na spacery i szukała pięknych ubranek dla dziecka. Sama będę przebywała długo na dworze czytając książkę, delektując się moim błogosławionym stanem w idealnym makijażu i fryzurze.

Uśmiechnięta dziewczynka, huśtająca się na huśtawce na placu zabaw. Ma piękną sukienkę, a wiatr delikatnie rozwiewa jej małe, brązowe kucki. Każdy chce się z nią bawić. Do każdego mówi dziękuję, przepraszam czy proszę. Słucha się mamy i taty. Umie wykręcać numer 112 i ratuje zwierzęta. A w przyszłości będzie miała wymarzoną pracę, idealnego mąż i dzieci… też idealne. Moja córka. Tak to sobie wymyśliłam.

Naczytałam się podręczników i gazet, gdzie w większości pokazane były wyidealizowane obrazy rodzin, kobiet w ciąży i porodów. Czytałam rady, które mówiły, że wychowanie dzieci jest proste “musisz być tylko konsekwentna”. Tylko!

Praktyka

Czytałam o tym, że w ciąży mogą wystąpić nudności, wymioty itp., ale nie sądziłam, że ja będę tą, która dostanie cały pakiet w prezencie od genów i losu. Wymiotowałam do końca ciąży, przestałam dopiero jak urodziłam Zosie. Żadne tam książkowe 3 miesiące. Przytyłam 18 kilo, nie robiłam makijażu i nie chodziłam do fryzjera. Na co dzień chodziłam w powyciąganych bluzkach i dresie.

Dzień porodu był jednocześnie tym najtrudniejszym i tym najpiękniejszym dniem w moim życiu. Pot i łzy, radość i strach. Już wiedziałam, że nie będzie tak jak to sobie wymyśliłam.

Od pierwszego dnia jej życia, zaczęłam się o Nią bać. O wszystko!. Że za mało je, że za dużo ulewa, że za cienko ją ubrałam, że ją przegrzałam, że może w nocy przestanie oddychać, a na spacerze ktoś może ją porwać. Tak bardzo bałam się o tą małą istotkę, że wpadłam w depresje poporodową. Hormony zrobiły swoje, ja swoim lękiem dodałam resztę. Siedziałam i płakałam nad moją małą córeczką.

Poczucie winy i odpowiedzialności mieszały się ze sobą. „Boże ja mam teraz tą małą istotkę wychować? i bezpiecznie przeprowadzić ją przez świat?. A jak ją zawiodę? Jak nie dam rady? Może nie jestem dobra matką?, nie wychodzi mi wiele rzeczy. Ona płaczę a ja nie wiem, dlaczego?!” Myśli kłębiły się w głowie.

Wszystko minęło. Ja, wiele zyskałam. Jako kobieta i jako matka, chociaż mój świat nie był taki wyidealizowany jak ten z moich wizji.

Zosia ma teraz 3,5 roku. Nie nosi kucyków, a krótkie potargane włosy. Sukienki nosi rzadko. Nie wszystkie dzieci chcą się z nią bawić. Nie umie dzwonić na 112 i jedyne, co uratowała to ślimaka, którego potem niechcący zgniotła. Mówi “dziękuję” i “poproszę”, kiedy chce. Słyszy, ale często się nie słucha. Często coś zbroi i czasem kłamie. Z tej moje wizji nie zostało nic, ale po mimo moich tak wielu leków jest najwspanialsza na świeci, bo jest moją małą indywidualistką, moją córką.

Bycie matką to najtrudniejsza praca na świecie. Bez przerw, urlopów, 24 godziny na dobę 7 dni w tygodniu. Na nogach, kolanach i w kuckach. W zamian dostaję gluty wtarte w meble, brudne ubrania i starte kolana. Ale, to jest nieważne!, bo dostaje coś innego dla mnie, jako mamy bezcennego. Miłość, zaufanie, uśmiech i możliwość uczestniczenia w życiu tej małej istoty, za którą jestem odpowiedzialna.

(Visited 145 times, 1 visits today)
11 komentarzy
0

Napewno też to polubisz !